– O, kurwa!
Ze snu wyrwało go uderzenie. Podmuch otworzył okno i przeciąg strącił ze szczytu szafy rulon. Czarna tektura ześlizgnęła się po jego twarzy i rozwinęła na podłodze. Leżała jak czarna noc. Ziewał właśnie niepewny wydarzeń, gdy dostał w głowę niebieskim rulonem. Tym razem znacznie delikatniejszym od pierwszego i mającym w sobie świetlistość, która rozwinęła przykrywając ten czarny. Okno zatrzasnęło się. Otworzyło. I zatrzasnęło ponownie. Kubek z wczorajszą herbatą przewrócił się na półkę z książkami i potrącił ogryzek jabłka. Gdy trzeci rulon, o barwie ziemi, kładł się obok dwóch pierwszych, herbata wsiąkała w książki i wymywała z nich słowa. Te skapywały z regału na podłogę i osiadały na trzech kartonach.
– Powinienem posprzątać – westchnął bóg zjadając resztki jabłka. Niebieska tektura wschodziła właśnie za oknem.

Ilustracja przedstawia obraz Paula Klee z 1929 roku.