Dzień zanosił się samotnie. Na miasto opadła mgła. Do roboty miała niewiele, snuła się więc leniwie. Zaglądała do sklepów, rozsiadała się w autobusach, wieszała na trzepakach, penetrowała torebki i wnętrza kieszeni. Czasem z którejś ukradła stary bilet albo oderwała guzik od płaszcza. Potrafiła bujać się na wąsach i o sekundę dłużej niż było potrzeba pozostać na szkle okulara doprowadzając samochody do niegroźnej stłuczki. Nie była to mgła zła. Była tylko swawolna, bezmyślna, przekorna i może trochę znudzona. Pewnie dlatego nikt nie dostrzegł maleńkiej dziurki, która puściła się pewnej pani w rajstopach. Pani była ani ładna ani brzydka. W ogóle we mgle słabo ją było widać. Jej kontury rozmywały się, czego nie można powiedzieć o jej oczku w rajstopach. Oczko rosło. Najpierw gładziło jej łydki, potem obejmowało kolana, wspinało się na uda. Po czasie niemożliwym do ustalenia z powodu mgły oczko dotarło do serca pewnej pani. Westchnęła a wtedy do jej środka dostała się mgła. I tylko tyle po niej zostało. Czarna dziura we mgle. Ot i kosmos. Naukowa tajemnica rozwiązana.