Pies biegał przez sen a plaster ciągnął ją za włoski. Wstała i podeszła do lustra. Nogą przewróciła stertę książek, które nie zmieściły się na półce. Schyliła się i wyciągnęła po nie ramiona, żeby ułożyć i wtedy rana znowu pękła. Włos za włosem zaczęła odrywać plaster, który i tak zachodził już czerwienią. Kropla krwi urosła i zaczęła osuwać się w dół, po skórze. Zdjęła palcem kroplę i położyła na języku. Pies wciąż spał, lecz ona jakby się dopiero obudziła. Zdjęła z włosów spinkę i sukienkę rzuciła w kąt. Wycisnęła kolejną kroplę, zanurzyła w niej opuszki i oblizała palce. Książki pojechały aż pod okno, gdy zrywała się do biegu. Z zamkniętymi oczami, ale przecież nie na oślep przeskoczyła parapet. Filiżanka zakołysała się na stole i rozbiła na krześle. Pies nie obudził się i za panią we śnie pobiegł.