Ewa Jałochowska

Historyk sztuki, pisze książki

Miesiąc: Lipiec 2021

Geneza

C.W. pamiętał swoje najpierwsze chwile. Właściwie nie te najpierwsze, po których powstał, lecz te najostatniejsze, w których go jeszcze nie było. Nie wiedział, że go nie było aż do pewnego poranka i bulgotu czajnika. Woda wychlupywała się raz po raz i ciepło od palnika rozchodziło po kuchni. W istocie C.W. nie miał nie tylko świadomości, że go nie ma, nie miał w ogóle żadnego pojęcia o niczym, ani wielkości kuchni, ani wzorze posadzki, mieście, państwie, czy też konstelacji. Nie umiałby nawet określić pory dnia. Dzień? A co to jest dzień? Że jest, uświadomił sobie nagle, choć nie sam. Z niebycia wyrwał go kobiecy krzyk:
– Uwaga!
Dłoń unosząca czajnik zakołysała się i pod jej ruchem po okręgu z dziubka wyskoczyła ciecz w formie przeźroczystej kuli, która spadając rozciągnęła się nieznacznie, żeby następnie roztrzaskać się o podłogę. Gorące krople padły na odsłonięte łydki i bose stopy kobiety sięgając ud a nawet tego, co powyżej.
– Caution – kobieta powtórzyła po angielsku, tym razem z jękiem, i wylizując łzę z kącika ust dodała:
– Wrzątko.
Tak właśnie powstał on. Pośród jęku, łez, krzyku oraz nieostrożności wychynął z rozgrzanych czeluści pełnych wilgoci zadając matce ból, czyli dokładnie tak, jak zwykły przychodzić na świat wszystkie dzieci. Leżał na posadzce starając się określić formę i granice istnienia, które właśnie się dla niego rozpoczynało.
– Ciauton Wrzątko – powtórzył za matką swoje imię, choć nie rozumiał jeszcze, co ono znaczy.

Kapelusz

Nie wiem, jak on to robi. Wskakuje na kanapę i już nie jest czarnym kotem, lecz czapką. Hop i jest bluzką jednym ramieniem dotykającą podłogi albo butem porzuconym pod stołem. Bywa długimi spodniami na fotelu, żeby po chwili wstać i przeskoczyć na parapet. Tam zamienia się w czarny wazonik albo nieruchomą zasłonę, pień drzewa, kurtkę przechodnia. Bo on nawet takie sztuczki umie. Bardzo rzadko, ale jednak bywa rowerem budzącym się o świcie w środku miasta. Jedzie. Słońce go oślepia. Lubi się w nim czasem zagubić. Wędruje potem aż do wieczora po niebie ten mój kot. Kiedy wraca znowu staje się wełnianą czapką na kanapie. Albo leżącym na najwyższej półce ułożonym do głowy filcowym kapeluszem.

Ilustracja: Rene Magritte, Cat i the hat.

© 2021 Ewa Jałochowska

Theme by Anders NorenUp ↑

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial