Siła dźwięku rośnie. Wiem, bo od miesięcy noszę jeden ze sobą. Przykleiliśmy się do siebie w lesie. Dźwięk był cichy. Ledwie dosłyszalne chlip prosto do ucha.
– No to chlup – powiedziała woda. I już. Od tamtego pochylenia jesteśmy razem. Można by tu dopisać jakieś pomocnicze słowa typu: rozlewisko, światło, popielate brzegi wysuszone zimą. Nie piszę ich. Jest tylko:
– Chlip.
Gdy się odzywa, na przykład teraz, w godzinie szczytu na środku chodnika, jestem kałużą.

Zdjęcie: Karol Jałochowski.