Jak się tu znalazłam? Muszę się zastanowić. Obudziłam się a właściwie coś mnie obudziło nad ranem. Biały wąs. Poczułam go na policzku. Za oknem wciąż było ciemno, w domu cisza. Otworzyłam oczy. Kot spojrzał w nie głęboko a potem wskoczył na krzesło i z krzesła na biurko. Po chwili siedział już na białym, jak jego wąsy regale i patrzył to na mnie, to na szafę po drugiej stronie pokoju. Nadał spojrzeniu znaczenie a ja je odczytałam.
– Nie masz jak na nią wskoczyć – stwierdziłam raczej niż zapytałam lustrując meble i ściany.
– O, tu powinieneś wejść na półkę – pokazywałam palcem – a potem z niej na drzwi i…
Cofnęłam ramię, bo kot nie patrzył na drogę, tylko na mnie. Nic nie rozumiał. Jeszcze raz nakreśliłam w powietrzu trasę.
– No, zobacz. O tu przejdź i tam wskocz. A potem na drzwi i…
Zaczynałam się irytować, bo kot zdawał się nie pojmować, jak sprytną ścieżkę mu wytyczyłam.
– O, tu – powiedziałam wyraźnie akcentując słowa – i tam.
Spojrzał bezradnie, miauknął, więc wysunęłam się spod kołdry. Tylko na chwilę, pomyślałam żegnając ciepło, zaraz tu wrócę. I wspięłam się na palcach, żeby pokazać, na którą półkę kot powinien wejść. Wciąż nie rozumiał. Patrzył tylko błagalnie.
– Ty niemądry kocie – westchnęłam myśląc o ewolucji, udamawianiu i zatraconym instynkcie łowieckim. Podciągnęłam się rękach, jedną stopą stanęłam na półce regału a potem już poszło błyskawicznie. Ze szczytu pierwszego przeskoczyłam na zawieszone półki z książkami. O, jedna spadła! Nie zwlekając więc dopadłam górnej krawędzi drzwi, odbiłam się od niej i wylądowałam na niższej szafie. Teraz wystarczyło przeczołgać się pod sufitem na tę wyższą.
– Tak trzeba, kotku! Widziałeś? – chciałam zawołać. Zamiast tego powiedziałam tylko:
– Miau.
Skulona w samej bieliźnie patrzyłam w okno na płatki śniegu i wirujące ptaki. Starałam się zrozumieć, co właśnie zaszło, kiedy zadzwonił telefon. Kot zeskoczył z regału:
– Tak – powiedział do słuchawki – Załatwione.