Ewa Jałochowska

Historyk sztuki, pisze książki

Miesiąc: Styczeń 2021

Rzeka

Jeśli chodzi o wiosła, to zanurzam rzęsy w nurt źrenicy i okrążam Twój cień przyklejony żółtą plamką do mnie. Nie ustaliliśmy, kto będzie łodzią a kto rzeką, droczysz się, bo wiesz, że język zatrze różnicę. Unosimy się.

Zdjęcie: Karol Jałochowski

Tabu

– Wiesz, w naszym społeczeństwie śmierć jest tabu. – Powiedział mi bardzo miły i mądry znajomy, kilka dni po odejściu mojego taty. – Nikt nie chce o niej rozmawiać.
Znajomy miał rację. Śmierć stała się tabu. Kiedy dwadzieścia siedem lat temu umierała moja babcia, co trwało cztery miesiące, i kiedy w końcu odeszła, nie rozmawiałam o tym ze znajomymi. Choć wspólnie z mamą, ciotką i wujem zajmowaliśmy się babcią przez kilka miesięcy i towarzyszyliśmy jej w tej drodze czytając jej i się nią opiekując, tą opowieścią, jedną z najważniejszych w moim życiu, nie dzieliłam się z przyjaciółmi. Nie było takiego zwyczaju, choć kiedyś przecież istniał. Kiedyś śmierć była tuż. Znane są opowieści o tych, którzy wiedzieli, że odejdą. Ubierali się ładnie i czekali na jej przyjście. Była codzienną towarzyszką siedząca w nogach łóżka. Bliskich wspólnie opłakiwano, odwiedzano całą społecznością, czuwano przy łóżku podczas, gdy głowa zmarłej lub zmarłego spoczywała jeszcze na poduszce. Nie ukrywano natury śmierci przed dziećmi, jej widok oswajano dając sobie prawo do jej przeżywania. Czyniono ją tym samym częścią życia. Wciąż tak często jest w innych kulturach, jednak nie w naszej. Wiem, że wszystko, co napisałam do tej pory jest banałem, a procesy wycinania śmierci z życia publicznego w XX wieku przeanalizowano zapewne w setkach, o ile nie tysiącach prac naukowych. Powodem był upadek wiary w życie pozagrobowe, przenoszenie się do miast, kryzys religii, rozwój nauki, a zapewne i inne. Tak czy siak przestaliśmy przyjmować śmierć jako coś naturalnego, więc strach przed nią stał się czynnikiem paraliżującym życie. Stała się daleka, a właściwie myśmy ją taką uczynili. Od kilku miesięcy mam poczucie odmiany. Ludzie umierali zawsze, jednak nie wypadało o tym zbyt dużo i zbyt często mówić. Teraz jednak coś się chyba w nas otworzyło. Dzielimy się nawzajem niepokojem, śmiercią nadchodzącą, spodziewaną i niespodziewaną, żałobą, cierpieniem. Nagle śmierć, po wielu latach, dekadach nieobecności, znowu jest. Pozwoliliśmy jej wrócić i stać się częścią życia. Wydaje mi się, że wydarzyło się coś dobrego.

Radość

Radość życia, skąd ją brać. Otóż mam sposób, czasochłonny, ale skuteczny. Robi się to tak: kupuje się kurtkę. Zbiera się na nią, a nawet oszczędza, bo jest porządna gruba, droga, co oczywiście względne, ale jednak coś tam trzeba za nią zapłacić. Przymierza się. Szału nie ma, ale cieszy z rozsądku, bo gruba, porządna. Nosi się ją, choć niedługo, bo kurtka dobra i zakrywa wprawdzie wszystko, co powinna, jednak wygląda nieszczególnie, workowato, niekobieco. Odwiesza się ją więc do szafy i zapomina. Jest to konieczny etap odzyskiwania radości życia. Nie ma się ciepłej kurtki. Są inne krótsze, cieńsze, bardziej kobiece. Chodzi się w nich przez kilka lat. Choruje się, odmraża sobie palce, kaszle i coraz częściej mysli: jaka szkoda, że na porządną kurtkę człowieka nie stać. Mija kilka lat. Dajmy na to dziesięć. Jest zima. Przypadkowo w szafie, w jej najciemniejszym kącie znajduję się kurtkę. Długa, ciepła, prawie nowa. Przymierza się. Ależ ta kurtka jest ładna! Radość odzyskana.

© 2021 Ewa Jałochowska

Theme by Anders NorenUp ↑

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial