Ewa Jałochowska

Historyk sztuki, pisze książki

Miesiąc: Lipiec 2020

Całkiem

Coś w niej się zatkało, przytkało a potem pękło. Zachwiała się. Utraciła stabilność i przeszła w stan rozchybotania, ale stabilnego. Ledwie ją było widać spod kołdry, lecz słychać było wyraźnie skrzypiącym pojękiwaniem uruchamianym najdelikatniejszym nawet dotknięciem. Osunęła się i nie potrafiła się podnieść. W konwulsjach wyrzucała z siebie własną treść. Pozbywała przeszłości, wspomnień, wnętrza. Wymiotowała poduszkami, kocami, nieużywanymi beretami z wiśniowej wełny robionymi na drutach i pojedynczymi skarpetkami w kolorze dawno wyblakłym i z wypracowanymi gumkami nie trzymającymi kostek. Dziurami wygryzionymi przez mole w świetle zachodu uciekało z niej powietrze świetlikami ulepionymi z kurzu. Całkiem się rozłożyła stara kanapa.

Wypadek

Potrącił mnie na ulicy niewidzialny tramwaj. Niewidzialne zderzenie, niewidzialna krew, niewidzialne cierpienie, niezauważalna reanimacja. Śmierć na niby. Niewidzialny lekarz zszył nitką niewidzialne rozdarcie. Kulejąc poszłam dalej.

Ilustracja: Andrzej Wróblewski, Tramwaj, 1948, Galeria Starmach w Krakowie.

Cud z butelki

Język jak kopna ziemia, kryje w sobie cuda. Do jednego się właśnie dogrzebałam a właściwie wyłowiłam go z butelki lemoniady.
– Dobra lemoniada? – kilka dni temu zapytał przyjaciel. Siedzieliśmy na ławce w parku w dłoniach trzymając po butelce.
– Dobra lemoniada – odpowiedziałam.
– Powtórz – poprosił przyjaciel a w jego oku pojawił się uśmiech – jak powiedziałaś?
– Lemoniada – odparłam zdziwiona pytaniem.
– Nie – sprostował teraz już otwarcie rozbawiony przyjaciel – nie mówisz lemoniada, lecz lemońjada.
– Nie – zaprotestowałam – mówię przecież tak, jak należy, czyli lemońjada.
Dopiero teraz usłyszałam różnicę. Moja lemoniada jest przedłużona, zaciągnięta, z „j” zamiast „i”. Musiałam rzecz sprawdzić, więc poszłam do męża.
– Powiedz „lemoniada”. – poprosiłam grzecznie.
– Lemoniada – powiedział mąż.
– Na pewno nie „lemońjada”? – zapytałam.
– Na pewno.
Skoro tak, zaczęłam się zastanawiać. Mam czterdzieści pięć lat i dopiero teraz usłyszałam tę zabawną różnicę. Skąd się wzięła? Nie ma innej możliwości. Jest jedno, jedyne wytłumaczenie. „Lemońjada” jest wspomnieniem a właściwie prezentem od dziadka, który pochodził spod Lwowa a urodził się w 1895 roku. To on musiał nauczyć moją mamę, mojego brata a potem i mnie wymawiać słowo „lemońjada” na ten charakterystyczny dla Kresów sposób. Czuję się dziś o lemoniadę bogatsza.

Córka

– Nie musiałaś.
Matka siedzi na schodach pałacyku w Królikarni i patrzy na schodzącą po stopniach czteroletnią córkę.
– Musiałam.
Córka schodzi krokiem zdecydowanym poruszającym spódnicę.
– Nie musiałaś.
Matka ma na sobie spodnie i obraca się jak wskazówka zegara za córką krążącą po schodach.
– Zrobiłaś dokładnie na przekór temu, o co prosiłam.
Upór matki nie zatrzymuje córki nawet na chwilę. Dziewczynka wędruje dookoła mrużąc oczy w popołudniowym słońcu.
– Nie musiałam.
Przyznaje wreszcie.
– Nie musiałam, ale potrzebowałam.

© 2020 Ewa Jałochowska

Theme by Anders NorenUp ↑

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial