Ewa Jałochowska

Historyk sztuki, pisze książki

Miesiąc: Czerwiec 2020

Kilka

Do pudełka z elektrycznością wkładam skrzypiące drzwiczki latarni i kolano porażone kablem. Piorun z Singapuru, bo żaden inny nie schodzi z tak wysoka tak nisko. Ławkę latającą w burzy piaskowej. Ewka, potrzymaj żarówkę. Świecę zamiast meczu w latach osiemdziesiątych. Gumkę do ścierania, którą ukradłam w przedszkolu i oddałam Tacie. Szprychy roweru Wigry 3 i kostkę wkręconą pomiędzy nie w zerówce. Psa z jednym uchem i szklaną kulką w środku. Miała czysty dźwięk. Kilka kabli z oiomu.

Kto zje Kapturka

Są bajki niemożliwe do zrozumienia wcześniej. Zrozumieć je można tylko później. Widać dla mnie jest później, bo zrozumiałam bajkę, którą znam od dziecka. Czerwony Kapturek idący przez las spotyka Wilka i niechcący zdradza mu adres Babci. Wiele razy zastanawiałam się, jaką figurą jest Wilk a jaką jest Czerwony Kapturek. Że znaczenie jest proste, rozumiem dopiero dziś, bo odsłoniło się przede mną niespodziewanie. Czerwony Kapturek – młodość, jest wyrokiem dla Babci, bo oznacza, że jej czas nadszedł. Dlatego to Kapturek musi zdradzić miejsce, w którym Babcia mieszka. A Wilk jest nieuchronną śmiercią pożerającą Babcię naznaczając nią przy okazji Kapturka. Pewnie można by się zastanawiać, czy Gajowy nie jest w tej sytuacji jakąś figurą boga, który wyzwala ciało do życia duchowego, ale że jestem niewierząca, daruję sobie zaświaty i zostanę w lesie. Wszyscy jesteśmy Czerwonym Kapturkiem i Babcią jednocześnie, wędrujemy przez ten sam las i karmimy Wilka.

Wdycham

Wdycham strumyk. Wydycham ocean. Wdycham kałużę dwa dni po deszczu. Wydycham Bajkał. Oddycham do góry nogami. Nabieram wody w usta mały łyczek. Przeciekam. Dziurawe powietrze ucieka przeze mnie, więc stoję tu pusta.

Ilustracja: Rene Magritte – Le Grand Air, 1963-64.

Rozepnij guzik

Nie chciałam tego filmu widzieć. Jest ciasny, mroczny, duszny. Oglądanie go wydobywa niepokój. Gdyby nie małe mieszkanie i niemożność ucieczki, nikt nie zmusiłby mnie do obejrzenia „Być jak John Malkovich” ponownie. Jednak dziś, zmywając z siebie wczorajsze błoto, uważam, że było warto. Film jest genialny. Jest jak portal, o którym zresztą opowiada. Co chwila przenosi nas na kolejnym poziom metafory.
Już ten pierwszy, najprostszy, sięga bardzo wysoko. Aktor lalkowy sterujący ludźmi musi przecież wywołać skojarzenie z bogiem i jego rolą w życiu człowieka. Ale bóg to za mało dla Charliego Kaufmana, twórcy scenariusza. Scenarzysta porywa się na coś znacznie odważniejszego. Na naszych oczach przeprowadza analizę kulturową ewolucji człowieka i umiejętnie chowa ją w opowieści o portalu prowadzącym do umysłu sławnego aktora, tytułowego Johna Malkovicha.
Portal ten znajduje się na piętrze siedem i pół. I poczynając od metafory piętra z nisko zawieszonym sufitem, pod którym można się poruszać jedynie z przygiętymi plecami, Kaufman pokazuje nam, jak zostaliśmy przygięci przez kilka tysięcy lat rozwoju cywilizacji i obyczajowości. Ciążą nam wcześniejsze pokolenia. One zresztą, co stara się w dosłowny sposób pokazać Kaufman, wszystkie mamy w głowie. Wpychają się nam do umysłów, rozpychają w nich i nie dopuszczają do głosu naszej świadomości zaszczepiając w jej miejsce świadomość zbiorową.
W głowach siedzą nam pradziadowie, babcie, dziadkowie, ciotki, sąsiedzi. Oni wszyscy z każdym nowym życiem wpychają się do umysłów nowo narodzonego dziecka, wtłaczani przez tunel kultury, tradycji, moralności. A siedząc już w naszych głowach zabijają nasze człowieczeństwo. Bo dokładnie to chce, według mnie, powiedzieć Kaufman.
Jedynym przyzwoitym człowiekiem w tej historii jest trzymana w klatce małpa. Ona jest człowiekiem czystym i dobrym, doskonałym. Jedynym, który reaguje instynktownie uczciwie. My już nie potrafimy. Cywilizacja, przerastająca nasze umysły jak nowotwór, zabiła naszą moralność. Ale nie tylko ją zniszczyła. Także tradycyjną, dawną ideę boga, którą wypchnęła z naszej głowy. Boga-lalkarza Kaufman zastępuje człowiekiem, który sam podnosi się do rangi boga.
Wielki film. Niewygodnie mi w nim, uwięził mnie jak przyciasny garnitur. Chciałabym rozpiąć guziki, poluzować krawat, jednak się nie da. I to jest ostatnia fantastyczna sztuczka Kaufmana. Tego garnituru nie da się zdjąć, przecież to nie film go nałożył, tylko między innymi kultura. Czyli także film… I kto teraz jest bogiem? Kto kim steruję?

© 2020 Ewa Jałochowska

Theme by Anders NorenUp ↑

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial