Ewa Jałochowska

Historyk sztuki, pisze książki

Miesiąc: Sierpień 2019

Selfie

Chciałam zrobić sobie selfie. Nic to wstydliwego. Nie potrzebna drwina. Jak każdy potrzebowałam przejrzeć się w sobie i własnym spojrzeniem przekonać się, czy jeszcze istnieję. Sprawa istotna. Przekonać się i utrwalić swoją obecność. A tak naprawdę wcale nie utrwalić, lecz ją wytworzyć od nowa. Zrobić sobie selfie, czyli zrobić siebie. Stanęłam więc do siebie. Oparłam się o ziemię obiema stopami. Uniosłam głowę i ramię z telefonem. Napięłam mięśnie, ułożyłam usta, wyostrzyłam oczy. I już prawie się zrobiłam, siebie oraz selfie, gdy niespodziewanie selfie się uchyliło, odwinęło i zamiast siebie, zrobiło krok w bok i uciekło. Zostałam sama, niepewna, na drżących nogach z ramionami bez siły. Niemiła i zbędna chwila zwątpienia. Nieprzyjemna, ale za to krótka, bo zaraz powróciły rumieńce, silny uścisk dłoni, dynamiczny krok. Mięśnie twarzy przybrały wyraz nonszalancji. Oczy zalśniły, zęby odsłoniły się w perłowym uśmiechu nie za szerokim, ale niezbyt wąskim, zalotnym i skromnym. Chciałam je rozchylić, żeby coś powiedzieć, jednak zamiast słowa uszło ze mnie powietrze bezdźwięcznie. I zrozumiałam, że wprawdzie nie udało mi się zrobić sobie selfie, ale za to selfie robi sobie mnie.

Rozmowa

– Pewnej nocy nie mogłam spać – kobiecy głos dobiega z sąsiedniej ławki. Siedzę właśnie z komputerem w Królikarni a obok mnie rozmawiają trzy starsze panie. Wszystkie trzy w spódnicach i z siwymi włosami. Jedna ma włosy za ucho a dwie pozostałe zupełnie krótkie.
– Nie mogłam spać, więc nad ranem przyszłam tu – kobieta wskazuje schody pałacyku – Patrzę a tu impreza, muzyka i młodzież tańczy. Pomyślałam, że napiszę do moich wnuczek, żeby sobie przyszły potańczyć, ale wtedy zobaczyłam, że to ci, ci z ideologii LGBT. A to bym wnuczki wpakowała! Dobrze, że do nich nie zadzwoniłam.
Kobiety śmieją się, wstają i zaczynają spacerować po parku. Wprawdzie dopiero przyszłam, ale pakuję wyjęty komputer i chowam notatki. Podchodzę do starszych kobiet i dygam grzecznie. – Proszę mi wybaczyć, że przerywam, ale niechcący słyszałam z sąsiedniej ławki waszą rozmowę.
– A nic nie szkodzi – mówi jedna z kobiet – niech pani mówi, my lubimy rozmawiać. Co też pani usłyszała?
– Usłyszałam, co panie mówiły o ideologii LGBT i chciałam tylko powiedzieć, że nie ma ideologii, są tylko ludzie, którzy chcą kochać i być kochani.
– Aż tak głośno rozmawiałyśmy? – dziwi się kobieta i dodaje. – Kochana moja, ja pani wytłumaczę. My nie mamy nic przeciwko tym z LGBT. Tu często siadają kobiety, trzymają się za ręce i nawet się całują. Kobiety i mężczyźni. Ale niech oni się tak nie pokazują. Po co im te marsze? Po co nas obrażają?
– Obrażają? – pytam.
– Obrażają – odpowiada kobieta z najdłuższymi włosami.
Zaczynamy rozmowę. Długą i trudną. Najpierw staram się wytłumaczyć, że nie ma „my” i „oni”. Jesteśmy tylko „my”, my razem. Kobiety też tak uważają, ale tym bardziej stoją na stanowisku, że jednak ci „oni”, chcąc się na siłę odróżnić, robią sobie krzywdę i w dodatku obrażają uczucia religijne innych, na przykład kotwicą powstania warszawskiego na tęczowym tle.
– A myśmy walczyły w powstaniu – ciągnie jedna z kobiet, wciąż ta z najdłuższymi włosami. – Miałam jedenaście lat, gdy moja matka zginęła na moich oczach.
Nie mogę nic odpowiedzieć. Chciałabym wytłumaczyć, ale nie potrafię wydobyć z siebie słowa. Temat LGBT przechodzi w reparacje wojenne i winę Niemców, którzy wciąż nie zapłacili za krzywdy a powinni zapłacić. Tak uważa kobieta z najdłuższymi włosami. Przekonuję ją, że Niemcy już dawno zapłacili odszkodowania.
– Za mało – odpowiada – za mało. A cierpienie? A zniszczona Warszawa? Kto za nie zapłaci?
Staram się zwrócić uwagę, że pewne krzywdy nie mają ceny i że minęło tyle lat i czasy są już inne. Rozmowa jest trudna, emocjonalna. I nie będzie łatwiej, bo temat wojny przechodzi w kwestię niechęci polsko-ukraińskiej.
– Mordowali Polaków. – mówi jedna z kobiet, znowu ta z długimi włosami. Koleżanki jej przytakują a ona mówi dalej. – Tylu Ukraińców jest teraz w Warszawie, że mówię pani, niech coś się tylko wydarzy, zaraz wystąpią przeciwko nam. Znajoma opowiadała mi o Ukraince, która w zeszłym roku zachowała się złośliwie wobec Polki.
Stoimy we cztery w alejce parkowej. Ponad nami szumią drzewa. Jest gorąco, ale my staramy się nie zapalać. Ja także staram się, choć policzki płoną.
– Rozumiem, ale czy to nie jest tak, że wśród Polaków, Ukraińców, Rosjan, czy Niemców są ludzie i dobrzy, i źli. Czy powinno się uogólniać?
– Nie zna pani życia – odpowiada ostro kobieta z najdłuższymi włosami, ale druga jej przerywa:
– Oczywiście, że nie można uogólniać. Są dobrzy i są źli. A jeśli chodzi o to LGBT, to ja naprawdę nie wiem, czego oni chcą. Zawsze było tak, że homoseksualiści byli, bo przecież są od zawsze, od starożytnej Grecji, ale byli cicho, robili swoje i nikomu to nie przeszkadzało.
– Niezupełnie jest to prawda – odpowiadam. – W Wielkiej Brytanii przecież jeszcze po wojnie karano za homoseksualizm więzieniem.
– A w czasie wojny – kobieta z najdłuższymi włosami prawie teraz krzyczy – przecież w czasie wojny hitlerowcy mordowali homoseksualistów.
– My nic przeciwko nim nie mamy – dodaje spokojnie druga kobieta. – My nie chcemy ich krzywdy, ale nie rozumiemy, po co te marsze, po co się tak pokazują. Dwadzieścia lat temu się nie pokazywali i był spokój.
– To ja powiem, o co chodzi. – odpowiadam. – Chodzi o prawa, te same prawa dla wszystkich i o możliwość wzięcia ślubu.
– To się u nas nigdy nie stanie – znowu reaguje kobieta z długimi włosami. – Zresztą po co im śluby? Mogą żyć razem bez ślubu.
– No tak – uśmiecham się – Proszę sobie jednak wyobrazić, że dwójka ludzi żyje ze sobą przez wiele lat i jedno z nich jest chore. Partner nie ma prawa w szpitalu zapytać o bliską osobę.
– Jak to nie może? – pyta kobieta z najdłuższymi włosami. – Może odwiedzić w szpitalu każdego, kogo zechce.
– Ale nie chodzi o odwiedziny – tym razem już nie ja tłumaczę, tylko druga starsza kobieta. – Przecież nikt nie udzieli informacji o stanie zdrowia, komuś, kto nie jest z rodziny. I dziedziczyć też nie można. Jednak te śluby – kobieta zwraca się do mnie – jednak śluby powinny zostać zatwierdzone. Tylko, że marsze tego nie załatwią. Trzeba zebrać podpisy i przedstawić projekt rządowi.
– Oczywiście, trzeba zebrać podpisy. – dołącza druga starsza kobieta – Takie prawo oni powinni mieć. Złóżcie projekt ustawy.
– Ach – uśmiecham się – projekt ustawy. Były już projekty ustawy i były już zbierane podpisy, ale sejm je odrzucił.
Kobiety milkną. Patrzą na mnie. Jedna z nich dotyka mojego ramienia.
– Wie pani co? To naprawdę powinno zostać przeprowadzone. Powinny być małżeństwa albo związki partnerskie. Źle, że je odrzucono.
– Też tak uważam. – przytakuję – Zresztą to nie jedyna petycja, którą odrzucono. Na przykład liberalizacja prawa aborcyjnego też została odrzucona przez sejm.
Kobiety podchodzą bliżej.
– Chodzi o kobiety? – pytają prawie szeptem. – Żeby mogły przeprowadzać aborcję?
– Tak – odpowiadam – dopóki jest zakazana, istnieje podziemie aborcyjne. Kobiety nie są chronione.
– Rzeczywiście kobiety się wykrwawiają – przyznaje najwyższa z pań a najniższa dodaje już znacznie głośniej:
– Kobiety zawsze to robiły i muszą mieć do tego prawo.
Ta z długimi włosami wciąż milczy. Stoimy blisko siebie, ale zaczynamy się żegnać, choć bez słów. Rozmowa dobiegła końca i wszystkie to czujemy. Kobiety odchodzą, ale odwracają się jeszcze do mnie i ta z najdłuższymi włosami podnosi palec wskazujący:
– Aborcja powinna być dla wszystkich kobiet możliwa.
– I związki partnerskie dla homoseksualistów. – dodaje druga.
– Aborcja i związki partnerskie – wszystkie trzy kiwają głowami. I ja też kiwam.

Smutek mamuta w Dzień dobry TVN

A dziś, wspólnie z Jędrkiem, autorem rysunków do „Smutku mamuta”, byliśmy gośćmi Kingi Burzyńskiej i Filipa Chajzera w programie Dzień Dobry TVN i opowiadaliśmy trochę o patriotyzmie, trochę o otwartości, różnorodności i szacunku dla drugiego człowieka, które są według nas najlepszą podstawą patriotyzmu i wszystkie znajdują się w książce Wydawnictwa Nisza, „Smutek mamuta”. Gorąco dziękujemy za zaproszenie do studia i wspaniałą rozmowę!

© 2019 Ewa Jałochowska

Theme by Anders NorenUp ↑

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial