Ewa Jałochowska

Historyk sztuki, pisze książki

Miesiąc: Kwiecień 2019 (strona 1 z 2)

Kropka

Na dworze panował chłód a Vader zapomniał płaszcza. Mógłby wrócić, ale wtedy w opowiadaniu byłoby za wiele słów. Nie lubił przesytu. Wielokrotnie złożonych zdań, które rozwijają się i ciągną aż ich sens zanika w oddali. Od tak dawna nikt nie potrafił postawić kropki i zacząć nowego zdania. Vader mylił się i wiedział, że to robi. Po pierwsze dlatego, że stawiali kropki i pisali nowe zdania, chociaż niezupełnie udane. Ich problemem było to, że choć zdania były nowe, rozwijały się i ciągnęły, aż ich sens zanikał w oddali. On łaknął zdań pełnych, ale zamkniętych i krótkich. Każde musi mieć nowe, własne znaczenie, napięcie, dramatyzm. Czuł, że tylko tak można zrozumieć drogę. Tysiąc dróg. Po jednym wykonanym kroku droga zmienia się, bo on się zmienia. Drugim błędem był płaszcz. Już teraz było mu za zimno a dopiero co opuścił mieszkanie i dotarł raptem na podwórko. Co teraz? Znowu rozczarowanie? Czytelnicy czekają na jego dramatyczne wybory, na walkę, cierpienie. Narzucają mu nieprzyjemną konieczność przekraczania granic pomiędzy światłem a cieniem. Chcą strachu, szaleństwa, odwagi i zdrady. Przeglądają się w nim, bo w każdym nowym zdaniu on popełnia za nich ich stare błędy. Co więc napisze dziś w sekretnym pamiętniku? Wyszedłem, ale wróciłem, bo bez płaszcza zmarzła mi szyja? Żeby chociaż ten płaszcz stanowił jakąś mroczną granicę, symboliczną szczelinę przejścia, odrzucenia albo wręcz przeciwnie. Niech opowiada o zgodzie łączącej dzień z nocą. Po plecach Vadera przeszedł dreszcz. Płaszcz jak płaszcz. Zimno. Trzeba po niego wracać. Kropka.

Rodzeństwa w Bielsku Podlaskim

Czy wiecie, jakie piękne jest Podlasie? A wiecie, jacy wspaniali ludzie mieszkają na Podlasiu? Ja wiem i dlatego 9 maja wybieram się do Bielska Podlaskiego, gdzie będę opowiadała o zapomnianych rodzeństwach sławnych Polaków. A wszystko dzięki wspaniałej Iwonie Bieleckiej-Włodzimirow z bielskiej Biblioteki Publicznej, która z tej okazji przygotowała też taki oto fajny plakat. Bardzo cieszę się na to spotkanie. Chodźmy razem do Bielska!

Ruch

Pół człowiek pół jeż obrócił się na drugi bok. Znowu kręciło mu się w głowie. Ruch obrotowy, któremu poddane zostało jego ciało, dokonywał się właśnie i rozpoczynał zakreślanie następnego okręgu. Z nowym salto mortale droga lotu zaczęła łagodnie opadać a pół człowiek pół jeż razem z nią. Przez chwilę żył niespełnioną nadzieją upadku, jednak rozpostarta dłoń chłopca już na niego czekała. Zatrzymał się na niej i struchlał w formie kuli. Chłopcy stali po dwóch stronach alejki parkowej połączeni ruchem obrotowym pół człowieka pół jeża. Ich czas zataczał trzydzieste minutowe koło, lecz jego czas rozciągał się wokół własnej osi w nieskończoność. Chciałby uwierzyć w możliwy koniec. Że ci chłopcy porzucą go dziś w krzakach a tamci jutro nie podniosą ciepłymi rękami. Dla pół człowieka pół jeża ich „podniosą czy nie podniosą” nie miało tak naprawdę większego znaczenia. Na zawsze pozostanie mu ruch obrotowy we wnętrzu głowy. Raz uruchomiony nie zatrzymuje się. Ponad piaszczystą alejką parkową pół człowiek pół jeż przerzuca się sam.

Ilustracja: Robert Smithson, projekt „Spiral Jetty”, 1970.

Smutek mamuta w Niszy

Tę oto przepiękną okładkę zaprojektował Ryszard Kajzer, wybitny artysta plastyk. Książka, Smutek mamuta. Prawie wszystkie mity świata. Rozmowy z Jędrkiem, ukaże się lada chwila nakładem wspaniałego Wydawnictwa Nisza. Radość i wzruszenie!

Po cichu

I znowu pół człowiek pół jeż znalazł się we wnętrzu nocy. Otworzył oczy i wkroczył w nią czterema łapami wydeptując w mroku tunel. Ten był ani zbyt szeroki ani zbyt wąski, lecz w sam raz, odpowiedni dla niego. Pół człowiek pół jeż wcale nie starał się iść po cichu. Nie potrafiłby inaczej. Nie miał w zwyczaju zwracać na siebie uwagi. To dlatego żyli w tak dobrej komitywie. On wewnątrz a ona wokół niego. Wspólnie tworzyli coś, co było ciche i nienazwane. Wcale nie znaczy to, że było nieokreślone. Warunkiem wzajemnej obecności był brak konturów. Zresztą każda próba ich zarysowania zanikałaby pośród nocy. Bezszelestnie przesuwał się więc w czerni łaskocząc ją kładącymi się pod jej dotykiem igłami. Rano budził się z jej wspomnieniem na pociemniałych końcówkach. Przeczesywał włosy, zasiadał przed lustrem i tak długo operował pęsetką, aż z jeżowych igieł pozostawały tylko dwie, czarne, idealnie skrojone brwi. Pół człowiek pół jeż bez trudu wnosił je w dzień.

Ilustracja: Joan Miro, Litografia VIII, 1972.

Forsycje

Idę. W szarym mieście spóźnienie ma kolor szary. Jestem spóźniona. Chodnik jest twardy. Miękka podeszwa ściera się jak ołówek. Idę na bosaka. Chodnik jest szorstki. Wciąż jestem spóźniona. Chodnik jest ciepły. Biegnę. Mury nagrzane. Stopy gorące. Dotykam głową ściany. Zdzieram ramieniem tynk. Ile czasu ma przed sobą zapałka? Tam, gdzie spłonie wyrosną krzaki forsycji. W szarym mieście też będą szare.

Autorem litografi „Il Fiume Misterioso” jest Giorgio de Chirico.

Pół człowiek pół pies

Słońce na dobre jeszcze nie wstało. Wydobyło się go dopiero pół, gdy pół człowiek pół pies poczuł, że musi wyprowadzić się na spacer. Wokół było ciemnawo. Palce pół człowieka pół psa chwyciły coś, co przypominało smycz, więc przypięły ją do obroży. Gdy pół pies skoczył naprzód, rozległ się dźwięk i niebo rozdarło się na pół. Pół człowiek usłyszałby trzask kosmicznego splotu, gdyby właśnie wtedy nie wzmogło się szczekanie pół psa. Pół na pół spacerowali więc beztrosko a czarna nić wyszarpywana pół psim pół ludzkim krokiem pogłębiała czarną dziurę. Dopiero, gdy słońce zapadło się a ziemię ogarnął mrok, pół człowiek pół pies przetarł oczy. Kosmiczna nić zerwała się. Szwy puściły. Pół pies przypięty do nici odleciał. Człowieka zostało tylko pół.

5/7/5

Zastygła pięta
na orbicie ziemskiej
achillesowa.

Ilustracja: Rene Magritte, Księżyc, 1930.

haiku w pąku

niepokój sylab
feromony w wazonie
płaszcz bez guzika

Ilustracja: Artur Nacht-Samborski.

Początek

Początek świata wcale nie potrzebuje końca. Wiem to, bo słyszę go za oknem. Jeden z robotników nabiera go z wiadra. Ruchy ma pewne, szybkie, dokładne. Szara maź miękko poddaje się szpachli. Rozkłada się płasko na fasadzie budynku. Ale początek świata nie zawiązuje się tam, gdzie podporządkowanie, lecz tam, gdzie samowolne krople cementu odrywają się w locie. Rzucają się na ziemię, przetaczają po niej i dopiero nabierają kształtów. Każdy z nich jest inny, nowy, nieznany i nienazwany. Nie mogę napisać ani o budowie układu oddechowego ani o narządach rozrodczych, nawet o środowisku występowania. Nieusystematyzowane początki chowają się w krzakach, żeby ewoluować bez końca. A nie mówiłam?

Starsze wpisy

© 2019 Ewa Jałochowska

Theme by Anders NorenUp ↑

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial