Ewa Jałochowska

Historyk sztuki, pisze książki

Miesiąc: Marzec 2019 (strona 1 z 2)

5/7/5

Jak kolczyk w uchu
echo rozciąga się na

oddech słowika

Haiku pod niebo:

Czarnoziem słońca,
dżdżownica szczebiocząca
niebieską nogą.

Bywa

Pół człowiek pół jeż bywa. W domu, w przedpokoju, na schodach, na podwórku, na ulicy, w parku, na przystanku, na schodku, w autobusie. Pieszy wtargnął na jezdnię. Kierowca zahamował. Pół człowiek pół jeż uderzył o tylną szybę. Bywa. Też w metrze. Bywa, że lubi być przekorny. Jak wtedy, gdy jest kaktusem.

Centrum Kultury Wilanów

– Wydaje mi się – wypowiadam ostatnie słowa – że Bronisław Piłsudski nie byłby tym kim był, gdyby nie miał tak charyzmatycznego brata. Z Józefem nie mógł rywalizować, bo zawsze przegrywał. Ale potrafił własną słabość, te złe emocje, zazdrość i rozgoryczenie, przerobić na coś dobrego, na wrażliwość i otwartość na drugiego człowieka. Chronił tradycje zagrożonych ludów. Sam miał żonę z plemienia Ajnów i dwójkę dzieci z nią. Dzięki temu, że dostrzegł u siebie słabość, chciał chronić słabszych i potrzebujących.
Milknę. Na ekranie wciąż widać zdjęcie sylwetki Bronisława Piłsudskiego spisującego na zesłaniu teksty gilackich pieśni. Uczestnicy spotkania powoli wstają i wychodzą z sali. Ale jedna z kobiet podchodzi do mnie:
– A wie pani – mówi – co mi się w zeszłym roku przydarzyło? Byłam ze znajomymi w Japonii. Usiedliśmy w restauracji i oczywiście rozmawialiśmy po polsku. I nagle od drugiego stolika wstaje mężczyzna. Zwraca się do nas. I wie pani, co się okazało, wie pani kim on był? – Kobieta zawiesza głos. – Nawet teraz ręce mi się trzęsą, gdy o tym opowiadam. Cała drżę. Był to wnuk Bronisława Piłsudskiego.

Takie rzeczy tylko w Centrum Kultury Wilanów. Jestem wdzięczna za zaproszenie i możliwość spotkania ze wspaniałymi studentkami i studentami Uniwersytetu Trzeciego Wieku i opowiedzenia o książce „W cieniu sławy” i zapomnianych rodzeństwach sławnych Polaków. Dzięki takim słuchaczom dzieje się magia. Za pomoc i opiekę dziękuję nie mniej magicznej Agencji Autorskiej Zetzet.

W cieniu sławy. Zapomniane rodzeństwa sławnych Polaków, Wydawnictwo Muza.

Król jest nagi

Jak zapomnieć tę scenę? Nie da się. Mężczyzna w hotelu szykuje się na spotkanie. Zanim „Randka” przyjdzie, czyli wymarzona blondynka z młodzieńczych lat, mężczyzna masturbuje się. Kończy akurat w chwili, w której kobieta puka do drzwi. On się spieszy. Ona puka. On musi otwierać i nie ma czasu szukać w łazience zagubionych efektów swojej pracy.
– A to co? – pyta dziewczyna. Z czoła przyjaciela zwisa gęsta, mleczna strużka. – Odżywka do włosów?
– Tak – odpowiada on, więc kobieta wciera sobie „odżywkę” w grzywkę. Kosmyk całą randkę sterczy jej zawadiacko.
Podziwiam tę scenę od lat i bezpretensjonalny humor Petera Farrelly, bo to on nakręcił „Sposób na blondynkę”. Od dawna czuję, że w Hollywood prawdę mają w sobie już tylko komedie. Im bardziej obrzydliwa i głupsza, tym ciekawsza ideologicznie i formalnie, bo reżyser głupawych komedii ma więcej wolności niż reżyser filmów pretensjonalnych i nabzdyczonych.
A zatem byłam miłośniczką przewrotności Petera Farrelly. I przyznaję, że jego najnowszy film jest absolutnym komediowym numerem jeden bez precedensu. „Green book”, bo to dzieło sztuki filmowej mam na myśli, jest niczym innym, jak tylko ilustracją baśni Andersena. Zanim wyjaśnię, którą baśń mam na myśli dodam, że „Green book” zachwyca się świat a film otrzymał zdaje się nie jednego, ale kilka Oskarów. Za co, trudno powiedzieć. Farrelly zaplótł w nim kilka opowieści i scenariuszy dawnych przebojów kinowych, takich jak; Wożąc panią Daisy, My Fair Lady, Cyrano de Bergerac. A nawet pojawiają się drobiazgi ściągnięte z „Forresta Gumpa”. Choć gdzieś w tyle głowy reżyser musiał mieć mistrzowskie „Missisipi w ogniu”, Farrelly nie stworzył jednak arcydzieła, lecz kicz w postaci czystej, ideologicznie poprawny, chwilami miły, najbardziej jednak żenujący. A zatem Farrelly arcydzieła nie stworzył, ale w jakimś sensie stworzył. Bo okrutnie zakpił sobie z widza, czyli ze mnie. Z premedytacją. Oszukał system. Shakował widownię, bo ten film jest kpiną z nas. Król jest nagi. To ja już wolę, skoro jest nagi, żeby trzepał kapucyna.

Haiku

chtał tru kot czkiem kro
wie w po trzu wie ny za szo
tka pło gał się nie

Silne kobiety w Ursusie

– Pamiętajcie, że mity są manipulacją. Ten, kto wymyślał opowieści o kobietach, chciał widzieć je w społeczeństwie w określonym miejscu. Dlatego pewne cechy kobiece są w mitach nagradzane a inne karane. Na przykład taka Pandora. Znacie ją?
– Tak – odpowiada piętnastoletni chłopak z końca sali – Ale Pandora nie została za nic ukarana.
– Ona nie została, ale przez nią zostali ukarani wszyscy ludzie. Co Pandora zrobiła?
– Wypuściła z puszki nieszczęścia. – bardzo słusznie tłumaczy ten sam chłopak.
– Ale czemu je wypuściła?
– Bo uległa pokusie – ponownie odpowiada chłopak.
– Uległa pokusie? – zastanawiam się na głos – A czy ona nie była po prostu ciekawa? I czy ciekawość nie jest podstawą wszystkich nauk? Przecież bez ciekawości nic byśmy nie osiągnęli. Ale w mitach kobieca ciekawość jest tępiona. Nie tylko Pandora stała się przez nią przyczyną nieszczęścia. Ewa, która zerwała rajskie jabłko także za ciekawość zapłaciła. Takich kobiet nie chcieli ci, którzy tworzyli mity. Chcieli kobiet posłusznych i wiernych. Ale nie ciekawych.

Dzisiejsze spotkanie ze wspaniałą młodzieżą z Ursusa, poświecone silnym kobietom z mitów i wierzeń, było więcej niż przyjemnością. Jestem szczęśliwa, że się odbyło Zawdzięczam to Bibliotece Publicznej „Niedźwiadek” i Agencji autorskiej Zetzet. Bardzo dziękuję!

Haiku

Śrubokręt z rdzy
niedokręcona kluczem
fałda w dywanie

Haiku braku

Zasłoną ciszy
podzieliły ruch okna.
Bez tu nie kwitnie.

Haiku

Ha niedokończo
i nieśmiało się cho
za cieniem ku

Starsze wpisy

© 2019 Ewa Jałochowska

Theme by Anders NorenUp ↑

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial