Ewa Jałochowska

Historyk sztuki, pisze książki

Miesiąc: Styczeń 2019 (strona 1 z 2)

Miłe słowa o książce!

Radość wielka, bo o książce, „W cieniu sławy. Zapomniane rodzeństwa sławnych Polaków”, napisała pani Agnieszka Niemojewska. Recenzja znajduje się w lutowym numerze dodatku historycznego Rzeczpospolitej, Uważam Rze Historia. Ja się tu pochwałę tylko jej fragmentem, ale za każde słowo pięknie dziękuję.

Trzecie wydanie!

Trzy radości w jednej wiadomości! Już za kilka tygodni ukaże się moja pierwsza książka, „Historia sztuki dla dzieci i rodziców. Rozmowy z Kajtkiem”, ale ukaże się po raz trzeci! Wydawnictwo Bukowy Las wznawia książkę z nową okładką, co jest radością drugą. A trzecia radość kryje się w ostatniej linijce biogramu. Jest nią książka „Smutek mamuta. Prawie wszystkie mity świata”, bo ona ukaże się niebawem w kochanym Wydawnictwie Nisza.

Różowy śnieg

Plac był szary. Tylko mewy jaśniały na tle brudnawych budynków. Okna pozostawały niewidoczne dla przechodniów w dole. Przez chwilę myślałam, że na chodnik pada różowy śnieg, ale były to tylko mewie łapki opadające z góry. Ptaki znikały w kałużach, wynurzały się z rybą w dziobie i przysiadały przy szarych kawiarnianych stolikach. Ryba na talerzu była gorąca. Trzeba było podmuchać, żeby nie poparzyć dzioba. Poczułam głód, więc z torby wyciągnęłam wędkę. Chłód chodnika doskwierał, bo nie zabrałam z domu wędkarskiego stołeczka. Szczęśliwie czekać nie trzeba było długo. Żyłka napięła się. Chwilowy opór kołowrotka zelżał i ponad taflą wody ukazała się nie ryba, lecz mewa. Rozwinęła skrzydła, jedną nóżkę, różową, podkuliła, lecz druga w skórzanym bucie wciąż ciążyła ku wodzie.
– Zablokowała mi się o konar sznurówka – westchnęła – ten but mnie kiedyś wykończy.
Oparła się o mnie, żeby nie stracić równowagi i uniosła nad chodnik spływającą wodą nogę:
– Zawiążesz?
Zawiązałam i mewa w jednym bucie odleciała. Na brzegu kałuży została dla mnie ryba. Siadłam więc przy stoliku zamyślona nad pełnym talerzem. Założyłam nogę na nogę i z różowej błony pomiędzy palcami wydłubałam tłustego robaka. Będzie na deser.

Sok

Kobieta patrzyła na brata zdziwiona. W dłoni trzymał ogryzek. Jeszcze jadł i pestki zmieszane z kroplami spadały mu na pierś. Jabłko było słodkie i miękkie. Sok spływał na ogorzałą skórę mężczyzny. Zapach dźwięczał. Takiego jabłka się nie zapomina.
– Jeszcze będą o nim pisać baśnie – powiedziała nie odrywając spojrzenia od piersi brata.
– O kim? – mężczyzna nie zrozumiał.
Nie zamierzała tłumaczyć. Palcem starła sok z jego torsu a potem wylizała. I palce, i tors.
– Co robisz?
Sad znajdował się za wzniesieniem. Nikt nie mógł ich widzieć. Zresztą nikogo w pobliżu nie było. I jakoś tak się zdarzyło, że jej palce szukały soku coraz niżej i coraz głębiej.
– Słuchaj – westchnął krótko, ale nie skończył zdania. Chciał coś powiedzieć o ojcu. Rozmyślił się.
Ojciec powinien spać, jak zwykle po południu. Tego jednak dnia nie mógł zasnąć, poczuł się samotny i opuszczony. W poszukiwaniu dzieci przeszedł przez niewielkie, zarośnięte lasem wzgórze, gdzie znalazł siostrę pijącą soki brata. Gdy o zachodzie słońca dzieci stanęły przed rodzinnym domem, drzwi wejściowe były już dla nich zamknięte. Ojciec podkręcił telewizor, żeby nie słyszeć ich wołania.
– Zostaliśmy sierotami. – Powiedział mężczyzna. Siedzieli w szałasie zbudowanym z patyków i opierali się o siebie plecami.
– Ja będę dbał o ciebie. A czy ty będziesz troszczyła się o mnie tak, jak on się troszczył? – zapytał.
– Słuchaj, Adam – Ewa wydłubywała kijkiem dziurę w ziemi – Między nami nic nie będzie. Ja po prostu bardzo lubię jabłka.

Ilustracja: Studium jabłka, Paul Cezanne.

Gwóźdź

Ja to mam sens, pomyślał sobie pewnego dnia gwóźdź na parapecie. Niebo było białe, wiatr wiał lekki a na ścianie ołówkiem krzyżowały się dwie linie w punkcie przeznaczenia. Gwóźdź czuł się gwoździem. Pogodzony wsłuchiwał się w stukanie młotka. W warsztacie stolarza powstawały piękne meble. On jednak wiedział, że nie stanie się ich częścią. Nie połączy drewna z drewnem. Z desek nie powstanie dach. Dach nie będzie chronił głowy. Głowa nie zbuduje iluzji bezpieczeństwa i nie będzie się czuła szczęśliwa. Będzie, ale nie za jego sprawą, nie za sprawą tego gwoździa, ale innego. Ten gwóźdź wiedział, że jego losem będzie tkwić w ścianie i unosić ciężar. Ciężar odpowiedzialności. Bez niego obraz nie zyskałby odpowiedniej wysokości. Nie dorósłby do oczu patrzącego a zatem bez niego, gwoździa, sztuki by nie było. Jestem gwoździem z sensem.
Wtem zawiał wiatr, przeciąg chwycił okiennicę, okiennica popchnęła książkę, książka się potknęła i przewróciła na gwóźdź, który stoczył się z parapetu prosto do ogródka. Zrobił w powietrzu kilka fikołków i wbił się ostrzem w ziemię. I nagle przestał być gwoździem.

Zapomniane rodzeństwa w RMF Classic

W poniedziałek, 7 stycznia, o godzinie 14.00, na antenie RMF Classic rozmawiałam z panią Małgorzatą Bugaj. I znowu opowiedziałam coś o książce „W cieniu sławy. Zapomniane rodzeństwa sławnych Polaków”, która ukazała się niespełna dwa miesiące temu w Wydawnictwie Muza. Za zaproszenie do audycji bardzo serdecznie dziękuję!

W cieniu sławy w TOK FM

Bardzo dziękuję Hannie Zielińskiej, dziennikarce Radia TOK FM, za zaproszenie do studia i za rozmowę o książce „W cieniu sławy. Zapomniane rodzeństwa sławnych Polaków”. Rozmowę można usłyszeć tu: Ewa Jałochowska o swojej książce „W cieniu sławy. Zapomniane rodzeństwa sławnych Polaków”

List

Śpię, gdy piszę list do ciebie. Piszę go stojąc po kostki w wodzie. Budynek ślizga się na mokrym piasku. Drewniane ściany rozrywa tsunami. Piszę na rozpadających się schodach. Stopnie nie trzymają stóp. Winda buja się na linach. Piszę spadającą windą. Ty nie musisz wychodzić. Zostawiam ci list na stoliku przed drzwiami. Przeczytasz, gdy zaśniesz.

„W cieniu sławy” na antenie Czwórki PR

Dziękuję wspaniałej pani Kasi Dydo-Rosłoń, dziennikarce programu Czwartego Polskiego Radia, za zaproszenie do studia i za rozmowę. To była wielka przyjemność!
A audycję można usłyszeć tu: „W cieniu sławy. Zagubione rodzeństwa sławnych Polaków” na antenie Czwórki Polskiego Radia

Foto: Michał Piwowarek/Czwórka

Z metra cięte

Metro ma dziś kolor beżowy. Wszystkie czerwone miejsca są już zajęte. Wysoki, szczupły mężczyzna mocno po czterdziestce stoi w szarej kurtce, na którą opadają związane w kucyk włosy. Jego twarz zasłania sylwestrowy zarost. Mężczyzna wspiera się o słuchawkę telefonu:
– Trudno was sobie wyobrazić… – zawiesza głos. – No, wiesz, trudno sobie wyobrazić, że powrócicie z tego, w czym tkwicie…
Ponownie przerywa i próbuje powiedzieć to samo, ale inaczej:

– Nie mam pewności, czy z sytuacji, w której jesteście, może wyniknąć coś pozytywnego.
Wtula policzek w słuchawkę i pyta nieśmiało:
– A czy… a czy zastanawiałeś się… no bo może spróbowałbyś wziąć trochę odpowiedzialności na siebie?
Zapada cisza. Mężczyzna słucha odpowiedzi przyjaciela zmartwiony.
– Tak, rzeczywiście – przyznaje – rzeczywiście, to ona zachowała się paskudnie. Tak, wydaje mi się, że najtrudniejsze są te odruchy, opanowanie odruchów. Najtrudniejsze jest powstrzymanie narzucającej się reakcji.
Na stacji metro zatrzymuje się. Do wagonu wsiada inny mężczyzna, nieco starszy. On także przytula się do słuchawki:
– Powiem ci krótko: nic nie pękaj, tylko wbijaj. Wbijaj do mnie na noc i już. W ogóle się nią nie przejmuj.
Pociąg rusza. Połączenie trwa krótko. Nie to, co rozmowa mężczyzny w szarej kurtce. On wciąż tłumaczy przyjacielowi:
– My też przez taki kryzys przechodziliśmy. I powiem ci, że obowiązkami trzeba się dzielić. Może spróbowalibyście o tym ze sobą porozmawiać? Może uda wam się dogadać?
W wagonie jest coraz mniej miejsca. Stoję przy drzwiach, tuż obok młodego mężczyzny, który opowiada młodej kobiecie o swoim Sylwestrze.
– Pytasz jak było – mówi – całkiem dobrze było. Najpierw przyjechał do mnie Sylwek i pograliśmy w karty. Potem pograliśmy na konsoli. A potem pograliśmy z Sebastianem znowu w karty. A potem wszyscy wyszliśmy postrzelać, no wiesz, po północy poszliśmy odpalać te fajerwerki. I po godzinie znowu pograliśmy w karty i potem ja sam już grałem na konsoli. Położyłem się spać o trzeciej. Całkiem dobrze było. Naprawdę dobrze minął mi czas.
Mężczyzna milknie i czeka na reakcję kobiety. Ona patrzy na niego. Patrzy, myśli i wreszcie odpowiada:
– Aha.

Starsze wpisy

© 2019 Ewa Jałochowska

Theme by Anders NorenUp ↑

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial