Ewa Jałochowska

Historyk sztuki, pisze książki

Miesiąc: Listopad 2018 (strona 1 z 2)

Głos Cibelle

Czasem dobrze jest nie znać języka, można się wtedy zastanawiać, co Cibelle śpiewa. A że Cibelle, brazylijska piosenkarka, śpiewa, jakby się uśmiechała, można się zastanawiać, nie tylko, co śpiewa, ale jak woła psa w parku, co mówi do żony albo męża, jak robi zakupy i czy o proszek do prania prosi tym samym śpiewno – uśmiechniętym głosem. Jakby to brzmiało? Słowa zupełnie nie pasują do muzyki. Nie szkodzi. Może jakoś tak:

Zabierz mnie tam, zabierz mnie tam, gdzie
mogę obiad gotować ci,
torba wisi za drzwiami
ty zakupy, ty zakupy zrobisz mi
a torba wisi za drzwiami
torba wisi
torba wisi
torba wisi za drzwiami
Ja obiad gotuję ci
w twoich źrenicach widzę
duże selery dwa
marchewkę, cebulę, pora
kupiec w dole ulicy,
pora ładnego ma
łodygi nacią kwitnące
obiad gotuję ci
obiad gotuje za drzwiami
w torbie najcięższe rzeczy na górę przynosisz mi
w twoich źrenicach widzę
pietruszki korzenie dwa
łodygi nacią kwitnące
a torba wisi za drzwiami
torba wisi za drzwiami
kup mleko, mąkę i masło
masło solone a ty
wsuń do kieszeni dwa palce, banknoty podam ci

Piosenka, do której nie pasują powyższe słowa, ale w czasie jej słuchania powstały: Cibelle – Luisas

Ilustracja: Juan Sánchez Cotán, Martwa natura z dzikim ptactwem, warzywami i owocami, 1602, Wikipedia.

Z okazji 100-lecia praw kobiet

Przyjemnie byłoby napisać, co Maria Zakrzewska robiła sto lat temu. Że świeciło słońce, że w powietrzu wyczuwało się chłód, że zaparzyła sobie kawę albo wcale nie, bo na śniadanie zwykła pijać ziółka. A może spała snem niespokojnym po całonocnym dyżurze, bo Maria Zakrzewska była lekarką. Dlatego wstała późno blada i rozczochrana. Byłoby miło, ale przyjemnie nie będzie, bo sto lat temu Maria Zakrzewska już nie żyła. Zmarła nie w Polsce. Zresztą w Polsce też się nie urodziła. Choć pochodziła z polskiej rodziny. Pojawiła się na świecie sto osiemdziesiąt dziewięć lat temu w Berlinie. Berlin jej nie pomógł. W czasie, gdy Maria Zakrzewska ukończyła studia medyczne, kobiet lekarzy nie chciano zatrudniać ani w Niemczech, ani w Polsce, ani w Stanach Zjednoczonych, do których Zakrzewska w poszukiwaniu równouprawnienia wyemigrowała. Uwielbiam jej historię, bo nie ma znaczenia, że sto lat temu, 28 listopada, gdy prawa zostały potwierdzone dla Polek, Zakrzewskiej nie tylko w Polsce nie było, ale nie było jej żywej w ogóle i już na całym świecie. Zmarła w 1902 roku. Pozostały jej osiągnięcia i to nie tylko te naukowe, ale te najważniejsze, czyli w dziedzinie wrażliwości. Maria Zakrzewska prawdziwie, najprawdziwiej i nic nie poradzę na brzmienie patetycznie, zmieniła świat. Nie mogła pracować jako lekarka w szpitalach prowadzonych przez mężczyzn, więc sama zaczęła zakładać szpitale dla kobiet i dzieci, w których zatrudniała kobiety lekarki i pielęgniarki, ale, co nie mniej istotne, kobiety niezależnie od pochodzenia. Gdybym mogła wybierać, jej postacią chciałabym uczcić dzisiejszy dzień. Choć Maria Zakrzewska go nie dożyła, na niego pracowała.

Rodzeństwa w Jedynce

Z książką „W cieniu sławy. Zapomniane rodzeństwa sławnych Polaków” odwiedziłam audycję „Cztery pory roku” Jedynki Polskiego Radia. W rozmowie ze Sławą Bieńczycką opowiedziałam m.in. o wybitnym etnografie, Bronisławie Piłsudskim, licznym rodzeństwie Skłodowskich i ich niezwykłej lojalności wobec siebie, braciach Mickiewiczach i bracie Jana Matejki, Franciszku, bez którego nie byłoby malarza, jakiego dziś znamy. Serdecznie dziękuję za zaproszenie do programu!

Audycję odsłuchać można na stronie Polskiego Radia: Nieznane losy rodzeństwa sławnych Polaków

Niebo bonobo

A w najnowszym numerze miesięcznika National Geographic Odkrywca jest artykuł o bonobo. Bonobo i demokracja. I jeśli teraz napiszę, że polecam prenumeratę pisma, to wyjdzie bardzo niezręcznie i głupio, bo akurat autorką tego artykułu jestem ja. A zatem tak nie napiszę. Ale z ręką na sercu wyznam, że inni autorzy, którzy piszą do miesięcznika National Geographic Odkrywca, robią to fantastycznie i to od lat. Dla nich warto.

National Geographic Odkrywca

Apokalipsa

Jest rok 1498 i w świetle świecy Albrech Dürer pochyla się nad drewnianym klockiem. W dłoni trzyma rylec. Zaczyna wycinać ostatniego jeźdźca Apokalipsy.
– Ałła! – ze złością odrzuca dłuto, które ugodziło go w rękę. Zlizuje krew z powierzchni skóry.
Świat, w którym Albrecht żyje, zmienił się kilkadziesiąt lat temu. Wynaleziona przez Gutenberga czcionka a więc i grafika, poszerzyły krąg odbiorców zarówno obrazu, jak i pisma. O odkryciu Ameryki przez Kolumba i o obecności na nowej ziemi Indian, mieszkańcy Europy dowiedzą się szybko. Proces raz zaczęty prędko się nie zakończy. Pomimo jednak zmiany świata i wynalazku druku nowe idee będą potrzebowały więcej czasu niż ulotka, żeby się po głowach roznieść i żeby wybrzmieć a ich brzmienie nie zawsze będzie tym dźwiękiem, który stworzyli ich twórcy. Ja na przykład nie mam dobrego słuchu. Nie są dla mnie jasne idee i procesy, które trwają od tak dawna. Ich początków należy szukać w bardzo odległym czasie. I nie mam na myśli tylko Albrechta Dürera, który kończy rycinę przedstawiającą Apokalipsę. Choć i jej wreszcie się doczekaliśmy. Świat zmierza ku samospaleniu, na które dobrowolnie się skazuje. Katastrofa klimatyczna już czeka.
Kiedy to się wszystko zaczęło? Chyba od Indian, ale nie od Indian Kolumba, choć także, lecz od obrazu, który powstał pod koniec osiemnastego wieku. Namalował go Joseph Wright of Derby. Indiańska wdowa patrzy na krwawy zachód słońca, symbol upadku swojego świata. Na co czeka, czego się spodziewa? W jej indiańskich baśniach bóg dwukrotnie palił ziemię.
Patrząc na ten obraz, stworzony przez oświeceniowego angielskiego artystę, pomyślałam po raz pierwszy o romantyzmie jako kontynuacji oświecenia. Romantyzm jako spełnienie idei rozumu, czyli konflikt, którego uczono mnie w szkole, serce kontra rozum, w ogóle nie istnieje. Wiosna Ludów, Adam Mickiewicz, Oskar Kolberg, tworzenie się idei narodu, rewolucje społeczne, wolnościowe i ustrojowe, wszystkie romantyczne zrywy są niczym innym jak wprowadzeniem w czyn myśli Locke’a i Monteskiusza o równości i samostanowieniu człowieka. Myśli te rozchodziły się długo, ale zmieniały świat nieubłaganie. Aż do dziś go zmieniają. Właśnie teraz, w naszych czasach dopełnia się osiemnastowieczne oświecenie. Dopełnia się jednak w sposób przekorny. Wiek rozumu jest przyczyną nadchodzącej apokalipsy. Tak, właśnie tak uważam. Gdyby nie było oświecenia nie byłoby ścieżki rozumu, techniki, fizyki, medycyny. Dziś nikt nie chce chorować a już z pewnością nie chce umierać. Ciasno nam na Ziemi, duszno i brudno a będzie jeszcze brudniej.
Wysoka śmiertelność nie może więc chronić przed przeludnieniem a niewiedza przed zabójczą, jak się okazuje cywilizacją. Apokalipsa sprowokowana przez rozum już dziś razi nas płomieniem globalnego ocieplenia.
Czyli wszystkiemu winny jest wiek rozumu? Jest winny, ale i w nim cała nasza nadzieja. Skoro właśnie teraz w swoich ideach dopełnia się oświecenie, a powstałe narody w nastrojach równościowych obalają elity, razem z nimi obalają też zdobycze rozumu oraz medycyny. Antyszczepionkowcy już działają na rzecz wzrostu śmiertelności i choć brzmi to absurdalnie, w odwrocie od rozumu kryje się nadzieja na przetrwanie ludzkości. Co rozum popsuł, głupota naprawi.
Albrech Dürer chwyta rylec z powrotem i patrzy w przyszłość niepewnie:
– To jak z ostatnim jeźdźcem Apokalipsy? Wycinać go czy nie wycinać?

Reprodukcja: Joseph Wright of Derby, Indiańska wdowa, rok 1785, Derby Art Gallery, Wikipedia, domena publiczna.

„W cieniu sławy” w Dwójce

Na antenie Programu Drugiego Polskiego Radia, w rozmowie z Moniką Pilch, bardzo krótko, ale treściwie opowiadam o książce „W cieniu sławy” i zapomnianych rodzeństwach sławnych Polaków. Bardzo pięknie dziękuję za zaproszenie do audycji!

W cieniu sławy

Dokonało się. Odwrotu nie ma. „W cieniu sławy. Zapomniane rodzeństwa sławnych Polaków”, Wydawnictwo Muza, w księgarniach od dziś. Co złego, to nie ja. Albo właśnie ja. Zrobiłam, co mogłam. Najlepiej jak umiałam. Lepiej nie potrafiłam.

Książkę kupić można w księgarniach a także w internetowym sklepie Wydawnictwa Muza.

Zachwyt

Szukałam Zachwytu wśród ludzi. Niesłusznie. Zachwyt nie jest człowiekiem. Zachwyt jest wyborem. Ma dwie strony jasną i ciemną. Dzień i noc. Wietrzną i bezwietrzną, chmurną i bezchmurną. Wymyślaj dalej jeśli chcesz. Zna deszcz, bezdeszcz, słońce i brak słońca, burzę, pioruny, wyładowanie. Iskry lecą i błyskają w ogniu polana. Zachwyt płonie szybko. Jest delikatny, bo z papieru. Poluzuj sznurek. Na wietrze niech wznosi się ponad ogień. Wypuścić go wysoko, jak inne latawce. Albo Zachwyt wcale nie jest latawcem. Jest ciężkim, metalowym elementem mechanizmu spowalniającego drzwi wejściowe. Bez znaczenia dokąd drzwi prowadzą. Znaczenie ma mechanizm, który chroni je przed trzaskaniem. Metalowy pręt zakończony bolcem łączy się z metalowym prętem zakończonym metalowym otworem i przymocowanym do drzwi. Bolec trzeba wcisnąć w otwór. Na siłę! Mocniej! Zachwyt jest wtedy, gdy bolec nie daje się wcisnąć w otwór.

Chciałabym

Wracam do domu. Jędrek siedzi przy stole i czyta. Siadam przy nim. To nic, że w butach, czapce i szaliku. Nawet nie chce mi się zdejmować kurtki. Stawiam łokcie na stole i zakrywam dłońmi twarz.
– Mówię ci – Gardło mam ściśnięte. Nie potrafię się powstrzymać. – Mówię ci, że chciałabym być inna. Chciałabym umieć udawać, chciałabym, żeby nic po mnie nie było widać. I chciałabym nie być taka naiwna i chciałabym być taką osobą, która umie ukrywać. I chciałabym umieć nie powiedzieć, co myślę.
Na swojej ręce czuję ciepło dłoni syna. Jędrek uśmiecha się:
– Nie chciałabyś.

Zdjęcie: Karol Jałochowski.

W cieniu sławy

A taką fajną okładkę będzie miała moja książka, co jest wielką zasługą cudownej i niezastąpionej redaktorki prowadzącej, Urszuli Lewandowskiej z Wydawnictwa Muza, która natrudziła się nie tylko nad całą książką i ilustracjami, ale i nade mną, za co gorąco dziękuję. Książka w księgarniach od 21 listopada 2018 roku.

„W cieniu sławy. Zapomniane rodzeństwa sławnych Polaków”, Wydawnictwo Muza, 2018.

Starsze wpisy

© 2019 Ewa Jałochowska

Theme by Anders NorenUp ↑

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial