Ewa Jałochowska

Historyk sztuki, pisze książki

Miesiąc: Listopad 2016 (strona 1 z 2)

Niebieska czapka

Z niebieską włóczką jest tak, że nie bez powodu jest niebieska. Niebieska jest bo innej barwy mieć nie może. Dwoma drutami dzierga z niej sweter staruszka siedząca w bujanym fotelu. Kłębek turla stopą. W tył oczko. W przód oczko. Miele wysuszonymi ustami każde, żeby czapka była równa i ku górze się schodziła. Bo każda czapka szyta jest na miarę. Im szybciej babuleńka czapkę wydzierga, tym szybciej głowa nieba sięgnie. Ale czasem staruszek za fotel bujany na palcach się zakrada. Szurające kapcie w przedpokoju zdejmuje i bezgłośnie szarymi skarpetkami po podłodze idzie. I straszy babcię zza fotela. Bu! Babuleńce policzone oczko ucieka i czapkę od nowa dziergać trzeba. I dlatego niektórzy żyją krócej a niektórzy dłużej.

Podszewka

Pojawił się pewnego ciemnego poranka w oknie pierwszego piętra naprzeciwko. Lampą od wnętrza oświetlony stanął gotowy do drogi. Elegancki, skromny, lecz męski. Chciało się za nim iść, chciało. Wiele się godzin nocnych z parapetu zwieszało i w jego okno wgapiało, przypominało się sobie jego kołnierz ostro wycięty, poły rozprasowane, barki okrągłe, których ruchy swobodne. Aż pewnego poranka na asfaltowej ścieżce się go spotkało. Z teczką w kolorze wiśni do pracy szedł. Okrywał garnitur gładko zapięty. Bez słowa minął. Kroku nie zwolnił, więc się w ciszy ku swojemu wstydowi całkiem rozpiętą, rozdziawioną stanęło. Dla takiego jest się tylko niedopasowaniem, się pomyślało, i niczym więcej się w myślach dodało. Się nie spodziewało, że on połę uchyli. A uchylił. I, że miękką podpinkę pokaże a pokazał. I wtedy już się wiedziało, że przez szybę pierwszego piętra dostrzegał, przez okno śledził, do mezaliansu tęsknił. I gdy się przed sobą podszewki na asfalcie odsłoniło, krawiecka intymność kaszmirowego płaszcza i kamizelki puchowej dokonała się.

Nie tylko o owcach

Przydarza mu się to coraz częściej. Umykają. Same, nieproszone, nienamawiane. Człowiek jak pasterz stara się je do zagrody zagonić, w porządku ustawić, miejsce odpowiednie w szyku znaleźć, lecz rady nie daje. A to wiatr zapach wilka z lasu przyniesie. Owce instynktem gonione rozbiegają się i w niewyjedzonej trawie chowają kopyta albo do sąsiada idą w szkodę. A to samolot nad łąką przeleci lub ryczący ją przetnie. Spłoszone owce gubią. Najpierw jedna, potem. Pasterz próbuje owce po, lecz skutek nie, bo coraz. I wtedy woła, żeby zagonił ten, lecz jego imienia zupełnie nie. I posiwiały w pustej już wie, że nie o owcach wcale, lecz. Bo mu coraz się.

Cyganie

Noc, którą nietoperz się obudził, ciemne ślady zostawiała. Na czarnym osmalonym od ognia drewnie, na kociołku od dołu sczerniałym, na kołach Taboru, który po czarnej ziemi cały dzień turkotał, na kolanach cygańskiego chłopca, który w błocie przysiadł i w oku czarnookiej Cyganki też. Cyganka w tańcu ramiona do góry wyciągnęła, przelatującego powyżej nietoperza złapała i do worka na szczęście schowała. Ale nietoperzowi w oczach pociemniało. Szczęścia Cyganom nie przyniósł.

Szpilka

Cienkie zadrapanie, które pani Jola zostawiła na szyi pana Macieja, pan Maciej porzucił w parku niedaleko w krzakach. Wolałby je sobie na pamiątkę schować, ale żona mogłaby się domyślić od czego. W krzakach zadrapanie zwilgotnieje, liśćmi obrośnie, żona go nie zauważy. Pęknięcie, co niedaleko zadrapania na chodniku leży, to jest blizna, którą pan Piotr zgubił przechadzając się w niedzielę razem z rodziną. Blizna nie była zasklepiona, wiec chodnik w tym miejscu pozostał pęknięty. Deszcz i błoto w szparę weszły. Pana Piotra odratować się nie udało. Julka pierwszy raz krew widziała na plaży, bo gdy pana Piotra koło niej schodami na noszach nieśli, prześcieradłem aż po głowę zakryli. Dopiero później, w lecie na butelkę pękniętą boso stanęła. Jej blizna leży na chodniku przy następnym drzewie razem z ukłuciem po szpilce mamy. Ale bliznę mamy trudno zobaczyć, chociaż szpilka wchodzi głęboko. Mama ją sama w opuszek wbiła. Na asfalcie nie widać dlaczego.

Koniec świata

Vader lubi bawić się w chowanego. Chowa się, liczy do dziesięciu a potem się szuka. Biega rozbawiony podskakując od szafy do szuflady i pyta się głośno, gdzie też mógł się schować. Raz schował się w studni i jego cień po miesiącu wydobyło światło księżyca. Innym razem schował się w chaosie i musiał czekać aż wybuchnie, aż materia zacznie się formować i aż wreszcie zastygnie. Odnaleźć mógł się dopiero po wyjściu z wody. Jednak najtrudniej jest się chować na końcu świata. Trzeba w nieskończoność siedzieć i czekać aż wszystko pierdolnie.

Dżem morelowy

Wieczór. W metrze sporo ludzi. Do wagonu wsiada kobieta o niewyspanej twarzy. Z torebki wyjmuje książkę. Nie otwiera jej na stronie pierwszej, lecz na słowie „ucieczka”. Widzą słowo ci, którzy kobietę otaczają i nagle zaczynają biec. A skoro oni biegną, pędzą za nim inni. Jedni obijają się o drugich. Odwracają za siebie w pewności, że są gonieni oraz w pewności, że muszą uciekać. Dobiegają do końca składu. Kobieta przewraca stronę. Na niej znajduje się słowo „spokój”, więc pasażerowie zatrzymują się w pół do ucieczki. Uśmiechają, przepraszają, powracają na wcześniejsze miejsca i zatapiają we własnych sprawach. Ale kobieta znowu przekłada stronę i teraz czyta o morelowych dżemach. Na myśl o nich oblizują się wszyscy. Zapach grzanki i roztopionego masła a na to dżem. Kobieta odwraca kartkę. Metro staje. Pasażerowie zaglądają jej ciekawie przez ramię. „Pustka”.

Drabina w torebce

A dzisiaj po mieście chodziłam z drabiną ze snu Jakuba zapakowaną w foliową torebkę. Wszystko dzięki dzieciom z klasy trzeciej szkoły podstawowej przy ulicy Narbutta, które w Bibliotece dla Dzieci i Młodzieży nr LIV własnoręcznie drabinę z niebieskiej włóczki w czasie zajęć o tradycji żydowskiej splatały. Fajny dzień!

Fotorelacja ze spotkania w Bibliotece dla Dzieci i Młodzieży nr LIV

Niebieska włóczka

– Myśleli, że Unia nas wszystkiego nauczy. I co? I tradycja idzie w zapomnienie – mówi pani ze sklepu z filcem sprzedając mi niebieską włóczkę.
– Oj, nie sądzę – mówię delikatnie. Lubię panią ze sklepu z filcem i nie chcę nie zgadzać się z nią tak bardzo jak nie zgodzić się muszę – Nie sądzę, żeby winna była Unia. Ten proces zaczął się chyba znacznie wcześniej.
– No, może – odpowiada pani. Ona też mówi powoli. Widać, że obie chcemy ominąć pęknięcie, które się w sklepie z filcem raptem zarysowało – No może. Ale Stalin to by się teraz przydał.
– Ale Stalin wymordował masę ludzi – mówienie powoli zaczyna mi przychodzić z ogromnym trudem.
– Wymordował, ale teraz by się bardzo przydał – pani ze sklepu też jakby przyspiesza.
Milkniemy. Przez chwilę patrzymy na siebie badawczo. I nagle ja łapię torbę z niebieską włóczką i biegnę do wyjścia:
– To ja już pójdę – mówię pędem – bo wie pani takie tematy…
– Wiem. Takie tematy są trudne – odpowiada mi bardzo szybko pani ze sklepu z filcem – Niech już pani idzie.
– Właśnie – odpowiadam i zamykam za sobą drzwi.

Zagadka

To jest wyspa niewyspa. Dżungla niedżungla. Pojawia się i znika. Zamyka i otwiera. Kiedy chce. Wyspa niewyspa, która jest podmokła i sucha, śliska i szorstka, wklęsła i wypukła. Jest bezludna. Czasem bywa zasiedlona, lecz na czas krótki. Posiąść ją można, lecz jej posiadanie będzie iluzją. Jest jedna i niezmienna. Gdy raz się zaczęła, nigdy się nie skończony. Każdy ją wita. Przynajmniej raz. Na pożegnanie.

Starsze wpisy

© 2018 Ewa Jałochowska

Theme by Anders NorenUp ↑

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial