Ewa Jałochowska

Historyk sztuki, pisze książki

Miesiąc: Marzec 2016 (strona 1 z 3)

Ogłoszenia drobne

Milczeniu wielkich towarzyszą tłumy. Wzmacniają je echem. Milczenie małych wyślizguje się z ucha. Kropką śliny niesione wpada do kałuży pozostawiając małżowinę pustą. Jeśli połknie je ryba do zamrażarki wpłynie posolone.

Poziomki Vadera

Vader kwitł. Z nosa wyrastały mu trzcinowe pałki, z uszu wychylały się liście bluszczu. Brwi zieleniły się trawą a rzęsy jaśniały żółtymi płatkami forsycji. Pod pachami łaskotały go zielone pączki, z których coraz śmielej wydobywały się delikatne listki. Żeby ich nie rozgnieść Vader musiał trzymać ramiona uniesione. Dlatego nie mógł się podrapać, chociaż chciał, bo jego łono przykryły kiełkujące łodygi poziomek. W lecie będą pachnięć i wabić do kroku Vadera pszczoły, motyle i polne myszki, które zanurzywszy pomiędzy krzaczki nosy łaskotać będą jego skórę białymi wąsami, miękkim futrem i drobnymi pazurami. Broniąc się przed nimi, bo kto by chciał chodzić z myszami w spodniach, Vader będzie musiał wyskubać trawę z brwi, wydłubać bluszcz z uszu i czarnymi palcami zerwać czerwone poziomki. Ze śmietaną byłyby najlepsze, lecz on nie doniesie ich do stołu, tylko zje sam na własnej łące. To jednak dopiero latem, wiosną najbardziej chciałby się w nie podrapać.

Samotność

Zawsze mnie do nich ciągnie. Przysiadam sobie niedaleko. To na pieńku sobie przysiadam, to na drzewie zwalonym. Na wsiach polnych i w dużych miastach bywam. Nie rzucam się w oczy, bo z boku przycupnę sobie, o ścianę się oprę, o ścianę się wetrę. Niedostrzegalna jestem, w oczy niewchodząca. Na przystanku siadam poza porą szczytu i puste ulice obserwuję. Samochody od czasu do czasu patrząc mijam. Nie podchodzę bliżej, tłoku unikam, boję się ludzkich siedzib, chociaż ciągnie mnie do nich. Ludzi też coś do mnie ciągnie, czasem podejdzie który, o zdrowie zapyta, lecz ja tylko kulę się, w kąt przystanku wysuszone ciało wciskam, bo mówić z nimi nie potrafię. Nie znam ich z głosu, z twarzy, z nóg, chodu. Nie znam ich z pozycji zawodowej ani z pieniędzy na koncie. Ale po duszy rozpoznaję, którą na promieniach wschodzącego słońca, ja starucha Ylyntyl Kota, każdemu z nich na początku jego drogi ofiarowałam.

zdjęcie pochodzi ze strony: mig.me

Wszyscy jesteśmy zombie

Czy wszyscy jesteśmy zombie? To pytanie nurtuje mnie od dawna, to znaczy od chwili, w której zrozumiałam, że zombie nie mają duszy a ja przecież w duszę nie wierzę, czyli jej nie mam. Wczoraj przyszło mi jednak do głowy całkiem inne pytanie a pojawiło się w trakcie oglądania filmu o zombie. Filmu nieszczególnie mądrego i nie z najwyższej półki. Jego fabułę można zamknąć w zdaniu: widzenie zmarłych, które dotyka nielicznych i rozchodzi się jak choroba. I właśnie ta choroba kazała mi myśleć o szamanach z Syberii, wybrańcach bogów, którzy naznaczeni chorobą i dzięki niej potrafili przeniknąć w zaświaty i wędrować po nich lecząc inne chore dusze. Właściwie pytanie wciąż może brzmieć, czy wszyscy jesteśmy zombie, jednak odpowiedź będzie już inna. Odpowiedzią jest ten właśnie, średniej klasy film, który opowiada o tęsknocie za duszą, bo film o zombie jest tej tęsknoty najlepszym przykładem. Może więc i wszyscy jesteśmy zombie, ale także wszyscy jesteśmy szamanami. No, może nie tyle jesteśmy, co bardzo byśmy chcieli.

Ogłoszenia drobne

Ty, który czerwony nos codziennie rano zakładasz i białą farbą twarz malujesz, który żółtą perukę i szerokie spodnie na szelkach nosisz, który szminką podnosisz ust kąciki, który na klaksonie siadasz. Przepraszam, że Cię złapać nie zdołałam, gdy w zbyt dużych butach potknąłeś się i nosem o chodnik uderzyłeś. Krwi na spodniach klauna nie widać.

Kto wie

Kiedyś to człowiek był szczęśliwy. Nic nie wiedział i nic nie rozumiał. Życie i śmierć były dla niego jednością, więc nie opłakiwał zmarłych. Zresztą nie miał po co. Cieszył się i z jego radości zmarli sami zmartwychwstawali. O tym opowiadają afrykańskie mity. Pewnego jednak dnia człowiek zaczął mieć świadomość początku i zaczął mieć świadomość końca. Gdy zaczął ją mieć, posmutniał, gdy posmutniał przestał się radować, gdy przestał się radować, przestał zmartwychwstawać. Niestety nie wiadomo, co przyniosło mu świadomość początku i końca. Źle, że nie wiadomo. Chociaż z drugiej strony, jeśli nie wiadomo, to może jednak dobrze. Bo to znaczy, że droga jest słuszna. Przestać wiedzieć, przestać rozumieć i w ten sposób powrócić do nieświadomości. I zacząć się nią cieszyć. I kto wie, może znowu zacząć zmartwychwstawać. Kto wie, a może raczej, kto nie wie, bo bez świadomości i tak nikt się ani o własnej śmierci ani zmartwychwstaniu nie dowie.

Ilustracja pochodzi ze strony: quotesgram.com/

Filiżanka

Pies biegał przez sen a plaster ciągnął ją za włoski. Wstała i podeszła do lustra. Nogą przewróciła stertę książek, które nie zmieściły się na półce. Schyliła się i wyciągnęła po nie ramiona, żeby ułożyć i wtedy rana znowu pękła. Włos za włosem zaczęła odrywać plaster, który i tak zachodził już czerwienią. Kropla krwi urosła i zaczęła osuwać się w dół, po skórze. Zdjęła palcem kroplę i położyła na języku. Pies wciąż spał, lecz ona jakby się dopiero obudziła. Zdjęła z włosów spinkę i sukienkę rzuciła w kąt. Wycisnęła kolejną kroplę, zanurzyła w niej opuszki i oblizała palce. Książki pojechały aż pod okno, gdy zrywała się do biegu. Z zamkniętymi oczami, ale przecież nie na oślep przeskoczyła parapet. Filiżanka zakołysała się na stole i rozbiła na krześle. Pies nie obudził się i za panią we śnie pobiegł.

Spotkanie z mamutem

21 marca odbyło się spotkanie w Bibliotece dla Dzieci i Młodzieży nr LIV w Warszawie. Dzieci ze Szkoły Podstawowej Nr 85 im. Benito Juareza słuchały starych mitów i tworzyły całkiem nowe. Wspólnie zastanawialiśmy się co łączy Jezusa i mamuty, a także czy mamuty na pewno wymarły i kto uważa, że wciąż żyją. Więcej zdjęć znajduje się na stronie Biblioteki dla Dzieci i Młodzieży nr LIV.

Warkoczyk

Vader był niewidzialny. Już mu się to kiedyś zdarzyło. Wystarczyło powiesić na wieszaku płaszcz czarny i zamknąć drzwi szafy. Niknie się w mroku. Już zdarzyło mu się to kiedyś, że w jego wnętrzu znikł. Wystarczyło wejść, palec do dziurki na klucz wetknąć, zagiąć jak hak i pociągnąć mocno. Wystarczyłoby, gdyby nie ta wstążka czerwona, którą Vader warkoczyk wiązał. Ona mu się zawsze pomiędzy te drzwi drewniane mahoniowej szafy wślizgiwała. I jak wytłumaczyć potem kokardkę z nicości wystającą?

Kim chciałby zostać bóg?

Od dawien dawna wiadomo, że każdy chciałby być kimś innym niż jest. Szczur chciałby być kangurem, kangur chciałby być człowiekiem, człowiek chciałby być bogiem, a bóg? Kim chciałby zostać bóg? Sprawę wyjaśni historia, która wydarzyła się naprawdę a wiem to dlatego, że działa się w mojej piwnicy. Otóż pewien głodny szczur, który schronił się przed mroźną zimą, trafił na złożony w podziemiach zbiór lektur. Ponieważ szczur był głodny zaczął od Arystotelesa, bo wiadomo, że Platonem się nie naje. Traf chciał, że w jednej z książek odnalazł opowieść o mitach Nowej Gwinei i kangurzycy Amori, która wędrowała za pierwszymi ludźmi i podejrzała ich akt seksualny. Nie tylko podejrzała, ale gdy było już po wszystkim, wylizała językiem resztki męskiego nasienia, które pozostało na piasku. Po pewnym czasie urodziła ludzkiego syna. Głodny szczur długo trawił przeczytaną opowieść aż doszedł do wniosku, że on także chciałby zostać kangurem, który urodzi człowieka. Przez niewielką szczelinę w drewnianych drzwiach wystawił z piwnicy pełnej książek nos na chłodny i mroczny korytarz, który miał go zaprowadzić do Australii. Nie zdążył jednak pisnąć, gdy na jego głowie łapę położył czyhający na niego kot. Kot nie zwlekając zeżarł szczura razem z jego marzeniami. Nie mogło być inaczej. Szczur nie był bogiem, więc nie został kangurem, nie wylizał spermy i nie urodził człowieka, który także nie został bogiem. Nie mógł nim zostać, bo widać wyraźnie, że bóg jest tylko jeden i jest nim kot. I pozamiatane.

ilustracja: Banksy, zdjęcie: highlife.sk

Starsze wpisy

© 2018 Ewa Jałochowska

Theme by Anders NorenUp ↑

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial