Ewa Jałochowska

Historyk sztuki, pisze książki

Miesiąc: Styczeń 2016 (strona 1 z 6)

Serce Vadera

Serce Vadera jest czarne, ale Vader nie jest zły. Jest czarny, ale nie jest zły. Jest czarny, bo jest dobry. A nawet posunęłabym się jeszcze dalej. Vader jest czarny, bo jest dobry i jest łagodny. Albo jeszcze dalej, Vader jest czarny, bo jest dobry, bo jest łagodny i dlatego, że się boi.
– Czego się boisz Vaderze?
– Złych duchów – odpowiada Vader głosem zduszonym, bo jest czarny, dobry, łagodny i się boi.
– Głupi ty – odpowiadam mu – nie bój się złych duchów. One boją się ciebie bardziej niż ty ich.
– Głupia ty – odpowiada mi Vader – ja się przed nimi chowam. A chować się przed duchami można tylko stając się duchem. Dlatego maluję się na czarno, bo wierzę, że wtedy pomyślą, że umarłem i mnie nie zauważą.
Vader jest czarny, ale nie jest zły. Vader jest tylko naiwny.

Jak powstał świat

Jak powstał świat? Pytanie, które zaprząta naukowców i teologów, w mitologii syberyjskich Ewenków zyskuje zaskakującą odpowiedź. A zaczyna się ona od Dziewczyny-Drzewa, która przebrała się za swoją panią, Srebrną Kobietę, i wyszła za mąż za jej narzeczonego. Interesujące, że mężczyzna nie zauważył oszustwa, co nie za dobrze świadczy o jego uczuciu, ale uznajmy, że padł jedynie ofiarą. Ofiarą wkrótce stała się także Dziewczyna-Drzewo, która została przez swoją rywalkę ukarana za podstęp. Sznurem Srebrna Kobieta przywiązała Dziewczynę-Drzewo do rogów renifera i kazała zwierzęciu rozwlec ciało nieszczęsnej. Ciągnięta po ziemi dziewczyna rozsypała się na tysiące nasion, z których powstała roślinność. Wyrosłe drzewa zachwyciły mężczyznę, który nie chciał cieszyć się pożyciem z dopiero co odzyskaną, prawowitą żoną. Zamiast tego poszedł przechadzać się po zalesionym świecie. I zdarzyło się, że droga doprowadziła go tam, gdzie nie wolno mu było, zgodnie z zakazem żony, iść, czyli w miejsce, gdzie mieszkały dwie dziewczyny, Słońce i Księżyc. Mężczyźnie spodobała się panna Księżyc, jednak jego żonie nie spodobało się jego nieposłuszeństwo. I cała historia skończyłaby się tragicznie, gdyby nie interweniowała siła wyższa, pod postacią władcy tajgi, o imieniu Ekszeri, który obie panienki, Słońce i Księżyc, zabrał na niebo, gdzie obie wiszą sobie i wirują w kokieteryjnym tańcu do dziś. Jak więc według Ewenków powstał świat? Z nieuczciwości, zdrady, zemsty, nieposłuszeństwa i zawiści.

Ogłoszenia drobne

Ministerstwo przypomina, że dzisiejszej nocy przez nasze miasto przejdzie wysoka fala. Mieszkańcy pogrążeni we śnie nie zauważą nawet jej obecności. Prosimy więc o pozostanie w domach pomiędzy godziną zmierzchu a świtu. Żadnych ofiar nie będzie, jeśli wszyscy zastosują się do zaleceń urzędników. Przewiduje się, że rozmiary fali przekroczą wysokość najwyższych budynków w mieście, lecz jej skutki będą znikome. Powtarzam: jej skutki będą znikome, o ile mieszkańcy zastosują się do zaleceń. Służby porządkowe mają zgłosić się do wyznaczonych punktów jeszcze dzisiaj w południe, zostaną poinstruowane, jak sprzątać wypłukane przez falę złudzenia.

Warstwy

Człowiek budzi się rano z poczuciem wewnętrznej wolności. Zadowolony otwiera książkę, pierwszą z brzegu. O, na przykład tę małą, czarną o ludach Syberii. I czyta człowiek, że Szorowie wierzyli w dziewięć warstw nieba. Dziewiątą, najwyższą, zamieszkiwał Ulgen. Mieszkał pośród kwiatów, w przyjemnym, ciepłym klimacie. Człowiek nie ma w sobie zawiści, więc nie żałuje Ulgenowi luksusów mieszkaniowych. Niech Ulgen ma. Wolność wewnętrzna człowieka pozostaje nienaruszona. Nie zdołają jej zburzyć także warstwy kolejne, ósma ze słońcem, siódma z księżycem i gwiazdami. Po nich przychodzi jednak czas na warstwę szóstą. Jej gospodyniami są piękne kobiety. Człowiek czuje niepokój i pyta sam siebie, dlaczego piękne mają swoją warstwę a brzydkie nie? I wtedy człowiek czuje, że jego poczucie wewnętrznej wolności było fikcją a jego sposób myślenia świadczy o schematach, w których się porusza. I wstyd mu za instynktowne dostosowywanie się do zastałych warunków, o których świadczy powyższa historia. I samozadowolenie człowieka znika bezpowrotnie.

Ogłoszenia drobne

W Biurze Wierszy Znalezionych znajdują się wiersze najrozmaitsze. Poematy grube, cienkie, długie, splecione, wyciągnięte, rozedrgane i przetarte. Urzędnicy biura ściśle współpracują z pracownikami Biura Poetów Zagubionych. Poeci znajdują się w nim najróżniejsi. Grubi, dłudzy, spleceni, wyciągnięci, rozedrgani i przetarci. W rozkojarzeniu nie mogą się odnaleźć, podczas, gdy urzędnicy pochylają się nad biurkami. Pisma i analizy krążą, pieczątki stukają a radość jest niewysłowiona pomiędzy wydziałami, gdy uda się dopasować wiersz do poety. Poeta wierszem cieszy się w milczeniu.

Kropka Vadera

Vader obudził się pewnego ranka sam. Nie był bardziej sam niż zwykle. Zwykle był sam. Tego jednak poranka zrozumiał, że jest sam, że nie jest kropką pośród innych kropek, które można ze sobą połączyć. Obudził się bez punktów odniesienia, byt w niebycie. Albo raczej niebyt w bycie, pomyślał i od razu poprawił sam siebie, niebyt w niebycie? A może jednak… Vader stał na środku pokoju i nie mógł się zdecydować, czy jest czy go nie ma. Po dłuższej chwili zastanowienia, doszedł do wniosku, że nie jest prawdą, że go nie ma, musi więc być. A skoro jest, w jego świecie istnieje jeden punkt odniesienia i jest nim on sam. Ustaliwszy sam ze sobą, że ustala reguły zgodnie z jedynym punktem odniesienia, postanowił położyć się jeszcze na godzinkę, bo nikt mu przecież złego słowa nie powie, poza nim samym.

Radość bzykania

Chciałam stworzyć radosny mit o burdelach. Bo czemu by nie? Mają swoją patronkę, lecz jej historia jej tak smutna, że aż się wizyt w domach publicznych odechciewa. A w nich przydałaby się przecież odrobina przyjemności, której w życiu Jinlian zabrakło. Chinka miała starego męża, który umarł. Umierając powierzył młodą żonę opiece brata. Brat szczęśliwie wychodził czasem z domu, nieszczęśliwie jednak czasem do niego powracał. Pewnego dnia, powracając znalazł Jinlian w łóżku z bogatym kupcem, z którym kobietę połączyła głęboka przyjaźń a także pożądanie. Brat nieboszczyka był niewzruszony. Wyciągnął miecz i ściął kobiecie głowę. I to właśnie ona, Jinlian, otrzymała tytuł patronki Domów Publicznych. Dlaczego? Pewnie dlatego, że puściła się z bogatym a nie z biednym kupcem. Ludzie, jak to ludzie, zazdrośni są. Dziewczyna nie zaznała więc sprawiedliwości ani w chwili śmierci ani już po niej. Została smutną Boginią Domów Publicznych, ofiarą patriarchatu i ludzkich języków. Przez krótki moment sądziłam, że nie nadaje się na boginię burdeli, którym choćby w mitologii należy się trochę radości. Teraz jednak myślę, że myliłam się. Ja także byłam wobec Jinlian niesprawiedliwa. Na patronkę kobiet lekkich obyczajów, na patronkę kobiet wszelkich obyczajów, ona nadaje się najlepiej. Nikt nie zrozumie kobiecej krzywdy i upokorzenia tak dobrze, jak ona.

List od czytelnika

Szanowna Pani!

Jest mi niezmiernie przykro, ale dzisiaj listu nie będzie. I niech mnie Pani o niego nie prosi. Niech mnie Pani już nie namawia. Nie będę pisał do Pani, bo znikłem ją. Odistniałem, żeby nadziei z Panią nie wiązać. Tyle już lat wysyłam listy, żeby mnie Pani wreszcie poznała. Kawałki mięsa z sierścią wyrzynam i do koperty wkładam. Całego kota mogłaby Pani ze ścierwa pozszywać. Wierzyłem, że, gdy w końcu zniknę, Pani zostanie moją pamięcią, Pani pamięć będzie na mnie workiem, w którym mógłbym się schować. Ale dzisiaj już nie chcę. Listu więc nie napisze, bo dzisiaj już nie chcę być zapamiętany. Chcę zapomnieć Panią, żeby na zawsze móc zapomnieć siebie.

Z głębi zniknięcia,
Kot odistniały.

Lopamudra

Jim Carrey jest jak Rafael. Rafael nie jest jak Agastja. Nie może być jednak inaczej. Rafael Santi, malarz z którego śmiercią skończył się włoski renesans, pochodził z Europy i twórczość wiązał z kościołem katolickim. Jak głosi legenda, nie malował kobiet rzeczywistych. Obraz damy składał, dobierając fragmenty różnych pań tak, aby na jego płótnie połączyły się w wizerunek doskonały. Bohater „Truman Show” (1998), w tej roli Jim Carrey, próbując uciec z reality tv, którego był głównym aktorem, ze zdjęć kobiecych twarzy układał portret tej jedynej, którą pokochał. Jest więc jak Rafael. Obaj jednak nie są jak Agastja, który należy do kultury hinduskiej. Agastja był mędrcem. Pewnego dnia postanowił powołać do życia kobietę idealną, Lopamudrę. Do jej tworzenia nie użył jednak fragmentów ciał niewieścich. Użył części ciał zwierząt. Różnica drobna lecz jakże znacząca. Bądź jak Lopamudra.

Ogłoszenia drobne

Z wdzięcznością przyjmę każdy dźwięk. Silnika V8, uderzenia drzwi w mercedesie, Motörhead z samochodowego radia. Jeśli wymagam zbyt wiele, wezmę i dźwięk poloneza, elektrycznych szyb w ruchu, chociaż odgłos korby będzie równie dobry, pisk mogę hamulca, podeszwy skórzanej na chodniku, a jeśli skórzane zbyt drogie, poproszę i buty sportowe, przez jeden sezon sklejone. Skrzypienie kolan po schodach, kłapanie rozklejonej podeszwy, drzwi do domu za klamkę, otwarcie szafy z bezdźwięcznym molem, wodę z prysznica, dźwięk lodówki, parę w czajniku, bulgot dobywający się z wnętrza butelki, szum radia przy łóżku, sprężynę w materacu, oddech we śnie regularny. Nawet dźwięk karalucha w nocy przyjmę. Oddam twoje milczenie.

Starsze wpisy

© 2018 Ewa Jałochowska

Theme by Anders NorenUp ↑

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial