Ewa Jałochowska

Historyk sztuki, pisze książki

Od e do zet

Zapominanie zaczyna się od zet a kończy na e.
Ale się ciągle widzi, chociaż zamyka się oczy.
Pociera się czoło, który to gest nie pomaga, zabiera jednak chwilę czasu.
Ociąga się, ociąganie jest ważnym etapem zapominania.
Matowienie wad jest podstępem pamięci.
I trzeba pamięć obezwładnić bezwzględnie.
Nocą, gdy zaatakuje.
Atak odeprzeć należy niemyśleniem.
Niedziałanie działa.
I na ociąganiu się w pamiętaniu polega.
E.

Nie niesie

Gdyby Vader miał więcej nóg, mógłby rozchodzić się na cztery strony. Ale Vader się nie niesie. Gdyby Vader miał więcej niż parę oczu, mógłby widzieć, czego nie dotyka. Ale Vader widzi tylko mrok. Gdyby Vader miał więcej niż parę uszu, umiałby zbierać szumy zewsząd a jemu szumi tylko stąd. Gdyby umiał wzdychać westchnąłby z żalu, bo ma jeden język, którym nie umie się ze sobą dogadać

Rozwiązłość

Spotkać ją można jesienią i zimą na ulicach, gdy mokre końcówki sznurowadeł ciągnie za sobą po kałużach. Ma długie spodnie i długą kurtkę, szalik ciasno zawiązany pod szyją i czapkę zatkniętą na uszy, tak, że niewiele poza jej nosem widać. Sznurowadła jednak nosi rozwiązane. Prowadzi je za sobą przez całe miasto a gdy już miasto okrąży, staje przed zegarową wieżą, na którą wiodą wysokie schody wielokrotnie skręcone. Zaczyna po nich wchodzić, nie zawiązawszy uprzednio sznurowadeł, które odbijają się od schodków i podskakują. Nazywa się rozwiązłość, bo przy każdym kroku może się potknąć, ale się nie potyka. Dopiero, gdy przechodzień mija ją i na sznurowadło nadepnie. Dopiero wtedy się przewraca.

Niebieska czapka

Z niebieską włóczką jest tak, że nie bez powodu jest niebieska. Niebieska jest bo innej barwy mieć nie może. Dwoma drutami dzierga z niej sweter staruszka siedząca w bujanym fotelu. Kłębek turla stopą. W tył oczko. W przód oczko. Miele wysuszonymi ustami każde, żeby czapka była równa i ku górze się schodziła. Bo każda czapka szyta jest na miarę. Im szybciej babuleńka czapkę wydzierga, tym szybciej głowa nieba sięgnie. Ale czasem staruszek za fotel bujany na palcach się zakrada. Szurające kapcie w przedpokoju zdejmuje i bezgłośnie szarymi skarpetkami po podłodze idzie. I straszy babcię zza fotela. Bu! Babuleńce policzone oczko ucieka i czapkę od nowa dziergać trzeba. I dlatego niektórzy żyją krócej a niektórzy dłużej.

Podszewka

Pojawił się pewnego ciemnego poranka w oknie pierwszego piętra naprzeciwko. Lampą od wnętrza oświetlony stanął gotowy do drogi. Elegancki, skromny, lecz męski. Chciało się za nim iść, chciało. Wiele się godzin nocnych z parapetu zwieszało i w jego okno wgapiało, przypominało się sobie jego kołnierz ostro wycięty, poły rozprasowane, barki okrągłe, których ruchy swobodne. Aż pewnego poranka na asfaltowej ścieżce się go spotkało. Z teczką w kolorze wiśni do pracy szedł. Okrywał garnitur gładko zapięty. Bez słowa minął. Kroku nie zwolnił, więc się w ciszy ku swojemu wstydowi całkiem rozpiętą, rozdziawioną stanęło. Dla takiego jest się tylko niedopasowaniem, się pomyślało, i niczym więcej się w myślach dodało. Się nie spodziewało, że on połę uchyli. A uchylił. I, że miękką podpinkę pokaże a pokazał. I wtedy już się wiedziało, że przez szybę pierwszego piętra dostrzegał, przez okno śledził, do mezaliansu tęsknił. I gdy się przed sobą podszewki na asfalcie odsłoniło, krawiecka intymność kaszmirowego płaszcza i kamizelki puchowej dokonała się.

Nie tylko o owcach

Przydarza mu się to coraz częściej. Umykają. Same, nieproszone, nienamawiane. Człowiek jak pasterz stara się je do zagrody zagonić, w porządku ustawić, miejsce odpowiednie w szyku znaleźć, lecz rady nie daje. A to wiatr zapach wilka z lasu przyniesie. Owce instynktem gonione rozbiegają się i w niewyjedzonej trawie chowają kopyta albo do sąsiada idą w szkodę. A to samolot nad łąką przeleci lub ryczący ją przetnie. Spłoszone owce gubią. Najpierw jedna, potem. Pasterz próbuje owce po, lecz skutek nie, bo coraz. I wtedy woła, żeby zagonił ten, lecz jego imienia zupełnie nie. I posiwiały w pustej już wie, że nie o owcach wcale, lecz. Bo mu coraz się.

Cyganie

Noc, którą nietoperz się obudził, ciemne ślady zostawiała. Na czarnym osmalonym od ognia drewnie, na kociołku od dołu sczerniałym, na kołach Taboru, który po czarnej ziemi cały dzień turkotał, na kolanach cygańskiego chłopca, który w błocie przysiadł i w oku czarnookiej Cyganki też. Cyganka w tańcu ramiona do góry wyciągnęła, przelatującego powyżej nietoperza złapała i do worka na szczęście schowała. Ale nietoperzowi w oczach pociemniało. Szczęścia Cyganom nie przyniósł.

Szpilka

Cienkie zadrapanie, które pani Jola zostawiła na szyi pana Macieja, pan Maciej porzucił w parku niedaleko w krzakach. Wolałby je sobie na pamiątkę schować, ale żona mogłaby się domyślić od czego. W krzakach zadrapanie zwilgotnieje, liśćmi obrośnie, żona go nie zauważy. Pęknięcie, co niedaleko zadrapania na chodniku leży, to jest blizna, którą pan Piotr zgubił przechadzając się w niedzielę razem z rodziną. Blizna nie była zasklepiona, wiec chodnik w tym miejscu pozostał pęknięty. Deszcz i błoto w szparę weszły. Pana Piotra odratować się nie udało. Julka pierwszy raz krew widziała na plaży, bo gdy pana Piotra koło niej schodami na noszach nieśli, prześcieradłem aż po głowę zakryli. Dopiero później, w lecie na butelkę pękniętą boso stanęła. Jej blizna leży na chodniku przy następnym drzewie razem z ukłuciem po szpilce mamy. Ale bliznę mamy trudno zobaczyć, chociaż szpilka wchodzi głęboko. Mama ją sama w opuszek wbiła. Na asfalcie nie widać dlaczego.

Koniec świata

Vader lubi bawić się w chowanego. Chowa się, liczy do dziesięciu a potem się szuka. Biega rozbawiony podskakując od szafy do szuflady i pyta się głośno, gdzie też mógł się schować. Raz schował się w studni i jego cień po miesiącu wydobyło światło księżyca. Innym razem schował się w chaosie i musiał czekać aż wybuchnie, aż materia zacznie się formować i aż wreszcie zastygnie. Odnaleźć mógł się dopiero po wyjściu z wody. Jednak najtrudniej jest się chować na końcu świata. Trzeba w nieskończoność siedzieć i czekać aż wszystko pierdolnie.

Dżem morelowy

Wieczór. W metrze sporo ludzi. Do wagonu wsiada kobieta o niewyspanej twarzy. Z torebki wyjmuje książkę. Nie otwiera jej na stronie pierwszej, lecz na słowie „ucieczka”. Widzą słowo ci, którzy kobietę otaczają i nagle zaczynają biec. A skoro oni biegną, pędzą za nim inni. Jedni obijają się o drugich. Odwracają za siebie w pewności, że są gonieni oraz w pewności, że muszą uciekać. Dobiegają do końca składu. Kobieta przewraca stronę. Na niej znajduje się słowo „spokój”, więc pasażerowie zatrzymują się w pół do ucieczki. Uśmiechają, przepraszają, powracają na wcześniejsze miejsca i zatapiają we własnych sprawach. Ale kobieta znowu przekłada stronę i teraz czyta o morelowych dżemach. Na myśl o nich oblizują się wszyscy. Zapach grzanki i roztopionego masła a na to dżem. Kobieta odwraca kartkę. Metro staje. Pasażerowie zaglądają jej ciekawie przez ramię. „Pustka”.

« Starsze wpisy

© 2016 Ewa Jałochowska

Theme by Anders NorenUp ↑

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial