Ewa Jałochowska

Historyk sztuki, pisze książki

Tylko tyle

Kładąc się do łóżka Vader postanawia zdjąć buty. Niesypianie w butach, jak sądzi, uprości wiele spraw. Na bosaka trudno wejść w sen zbyt głęboko. Gdy sen jest wyboisty można przystanąć na jego krawędzi i zaglądać do środka bez dotykania. Vader więc zasypia, przystaje i patrzy. Nie brudzi sobie stóp ani ich nie rani. Tylko skąd rano na piętach biorą się pęcherze? Skąd pochodzą odciski? Vader nie rozumie. Postanawia więc, tak na próbę, założyć buty i zasnąć. Przykrywa się kołdrą, krótką chwilę przewraca z boku na bok. Gdy pojawia się sen, Vader wchodzi w niego głęboko i przez długi czas zwiedza jego najodleglejsze zakątki. Rano ogląda stopy i rzeczywiście odcisków na nich nie ma. Ale snu Vader też nie pamięta. Może więc nie Vader odciska się we śnie, lecz sen odciska się na Vaderze? Vader nie zna odpowiedzi. Rozumie niewiele. Tylko tyle, że w pewnych sprawach wyboru nie ma.

Kosmos

Kawiarnia. Staję przed drzwiami toalety i błagalnie patrzę na klamkę. Nieruchomą, choć zaklinam ją w myślach. Przede mną stoi wysoki mężczyzna. Ma włosy jasne, ciut dłuższe. On też czeka. Wiem, bo w różnych kawiarniach różne drogi prowadzą do toalety. Są korytarze, w których można się ukryć, są obszerne łazienki, gdzie można bez ostentacji poczekać na swoją kolej. My, czyli wysoki pan i ja, stoimy na środku sali, pomiędzy stolikami. Żadne z nas ukryć potrzeby nie zdoła. Jest ona oczywista z powodu miejsca i oczywista z powodu kroków, które wykonujemy obydwoje. Kroków przyspieszonych, nerwowych, które donikąd nas nie prowadzą. Patrzymy na siebie zawstydzeni, lecz nagle na środku kawiarnianej sali zaczynamy rozmawiać.
– Jest tylko jedna – mówi on i uśmiecha się.
– Tylko jedna – odpowiadam głosem wyrażającym żal.
– A gdyby były dwie – mówi on – kolejka posuwałaby się znacznie szybciej niż dwa razy.
– Naprawdę? – odpowiadam – to ciekawe.
– Tak – mówi triumfalnie – wykonano specjalne obliczenia matematyczne, żeby tego dowieść.
Śmiejemy się do siebie i nagle znika upokarzająca sytuacja. Ja dzielę się toaletowymi refleksjami, bo latamy w kosmos, tacy jesteśmy rozwinięci technologicznie, lecz przy podstawowej potrzebie, jaką jest przepełnienie pęcherza, jesteśmy bezradni. On kiwa głową, nawet zapisuje powyższe zdanie.
– Bo wiesz – mówi – ja się zajmuję pisaniem.
Nagle tyle nas łączy. Dobrze się znamy i dużo o sobie wiemy. Nie czekam już ja i on, lecz czekamy my. Wymieniamy poufałe spojrzenia, informacje z życia. Widzę, że on ma oczy szare. Stoimy zwróceni ku sobie. Wciąż dręczeni fizyczną potrzebą podrygujemy jakby mniej nerwowo.
W tej samej chwili porusza się klamka i zwalnia się toaleta. Mężczyzna znika za jej drzwiami. Ja nie czuję się wcale samotna, bo przecież wciąż łączy nas wspólna historia, wspólne doświadczenie, rozmowa, proces poznawania się, który raz rozpoczęty nigdy się już nie cofnie. Uśmiecham się na myśl o toaletowym porozumieniu. Czekam na moment ponownego spotkania. Słyszę skrzypnięcie, więc podnoszę głowę. Z WC wychodzi on. Jest spokojny. Patrzy w bok, mija mnie bez słowa i siada przy stoliku na końcu sali. Pije kawę i odwraca stalowe oczy w stronę okna. Teraz ja wchodzę do toalety i spuszczam wodę.

Poranek

Poranek słoneczny, ale w metrze lampy. Pasażerowie pachnący, bo godzina wczesna. Perfumy wędrują za nimi. Wsiadam do wagonu i wyjmuję książkę. Blisko mnie stoi dziewczyna. Niewysoka, włosy ciemne, długie, bluzka biała opina się na niedużych, zgrabnych piersiach. W szybie widzę jej wzrok. Jest w nim pożądanie. Tylko, że dziewczyna nie patrzy na mnie. Wygląda jakby chciała wessać moją książkę. Przyglądam się kartkom w kolorze ecru. Materiałowa zakładka dobrana jest do beżowo-szarej barwy obwoluty. Złote litery tworzą na niej delikatny wzór. Kobieta pyta czy na chwilę może. Niechętnie oddaję książkę z nieszczerym uśmiechem. Wolałabym jej nie wypuszczać z dłoni. Ona chwyta ją w obie ręce, z namaszczeniem unosi i gwałtownie wgryza się zębami w okładkę. Pożera ją łapczywie. Okruszki zlizuje z ust i brody. Szaro-beżową zakładkę oddaje mi szepcząc nieśmiało:
– Dziękuję.

Warsztaty w Woli Mysłowskiej

Prawdę widziałam wczoraj. Najpierw za Garwolinem leżała Nowa Prawda. Gdy przeminęła Nowa, zaczęła się Stara. Tylko, co z tego, skoro obie skończyły się bardzo szybko. Samochód nie zdążył się na dobre rozpędzić i żadnej prawdy wokół już nie było. Przez chwilę były tylko piękne lasy, pola, słońce świeciło i w gniazdach siedziały bociany, które chyba już karmiły młode. Z dołu białe głowy ptaków wyglądały jak kamery. Ale to wcale nie była prawda, bo ona była wciąż jeszcze przed nami. Droga prowadziła do Woli Mysłowskiej. Na środku wsi stała biblioteka. Z okolicznych szkół zjechali do niej uczniowie na konkurs recytatorski.
Siedziałam pod drzwiami czytelni, czekałam na spotkanie i słuchałam jak uczniowie deklamują wiersze o Wiśle. Czasem któryś wyszedł przećwiczyć tekst a potem wracał do sali na występ szepcząc, że przecież jakoś to będzie i że na pewno będzie dobrze. I było. Czasem któryś się przejęzyczył, czasem zapomniał właściwego słowa, ale każdy we wczorajszym konkursie wygrał. Naprzeciwko uczestników, na widowni, siedziały dumne z nich nauczycielki i zachwycone występem bibliotekarki.
A potem, w czasie wspólnych warsztatów, uczniowie stworzyli piękne nowe historie o Wiśle. I potrafili zrobić rzecz najtrudniejszą, wymyślić nowe opowieści nie odrzucając starych. I taka właśnie jest ta wczorajsza prawda, która dzisiaj wcale się nie kończy.

Gorąco dziękuję Gminnej Bibliotece Publicznej w Woli Mysłowskiej za zaproszenie na spotkanie z młodzieżą i Agencji Autorskiej Zetzet za opiekę agencyjną.

Cudowne są te podróże po Polsce.

Zdjęcie: Karol Jałochowski

Warsztaty w Piszu

Wczoraj w Piszu było tak. Najpierw jechałam metrem i denerwowałam się, czy zdążę na pociąg. Zdążyłam. Potem jechałam pociągiem i martwiłam się, czy zdążę na autobus. A potem jechałam autobusem i martwiłam się, czy zdążę do Piszu na czas. A potem martwiłam się, czy dobrze wypadnę w bibliotece. I martwiłam się, czy powiem to, co należy i czy powiem to jak należy. A potem dojechałam na czas i w trakcie warsztatów o symbolice wody, rzek i Wisły, uczniowie klasy szóstej, szkoły podstawowej nr 2, wymyślili tak piękne historie, że zrobiło mi się wstyd. Bo wcześniej myślałam tylko o sobie a tak naprawdę liczą się tylko dzieci. Dzieci są świetne!

Dziękuję Miejsko- Gminnej Bibliotece w Piszu za możliwość spotkania z dziećmi, dzieciom za piękne historie, i nieodmiennie Agencji Zetzet za wspaniałą opiekę agencyjną.

Zdjęcie: Karol Jałochowski

Warsztaty wiślane w Czyżewie

Skład dojeżdża. Drzwi się rozsuwają, z pociągu „Leśmian”, relacji Białystok – Warszawa, wysiada tłum. Na peronie gromadzą się już podróżni do Łodzi. Ja czekam w korytarzu wagonu na swoją kolej. Widzę schodki, robię krok… I w jednej chwili spełnia się koszmar pasażera PKP, czyli potykam się, przewracam i wpadam nogą w czarną szparę pomiędzy peronem a wagonem. Do góry nogami widzę pobladłe twarze. Jedna z kobiet wyciąga mnie za łokieć z dziury i pomaga wstać.
– Czy wszystko w porządku? – pyta – Dobrze się pani czuje?
– Tak, dziękuję. W porządku – odpowiadam i odchodzę zawstydzona śmiejąc się z siebie w duchu, że taka jestem niezdara. I nagle przypomina mi się dziewczynka, która kilka godzin wcześniej, w czasie warsztatów w Czyżewie, poświęconych symbolice wody, legendom i potworom Wisły, podniosła rękę do góry:
– A ja, proszę pani, słyszałam, że w wodzie mieszkają takie stwory, co potrafią złapać za nogi i pociągnąć w dół, że się człowiek topi.
I już wszystko wiem i rozumiem. Bo dziewczynka miała rację. Skoro istniały stwory rzeczne, które potrafiły za nogi złapać, muszą też istnieć potwory dworcowe, demony pociągowe, jakieś torzaki rdzawe, które mnie dziś za łydki w dół ściągnęły.

Bibliotece Publicznej w Czyżewie pięknie dziękuję za miłe zaproszenie i możliwość spotkania ze wspaniałymi dziećmi, a Agencji Zetzet wdzięczna jestem za troskliwą opiekę agencyjną.

Łapa

Vader nie istnieje. Nacisnął klawisz i uderzając w niego trzy razy skasował przeczenie. Vader istnieje. Zwinął palce i zawiesił nad klawiaturą. Zupełnie jak koparka odcięta od dopływu paliwa zwija łapę ponad dziurą w ziemi, którą właśnie wykopała. Tylko, że koparka istnieje, gdy nie działa. Czy Vader istnieje, gdy pomiędzy podmiot a orzeczenie wpisze przeczenie? Wpisał i poruszył palcami. Napisać można wszystko. Na przykład: koparka nie działa. Ale kiedy nie działa? I kto ją wyłączył? Czy było pismo w tej sprawie? Który dyrektor je podpisał? I kto odpowiada za poziom oleju? A Vader? Gdy spocznie w dziurze w ziemi wykopanej przez koparkę, będzie istniał czy nie będzie? Zamknął komputer. On już wie, że słowa nie mają znaczenia.

Ogłoszenia drobne

Szczekanie na sąsiada, straszenie wiewiórek, przeganianie gołębi, warczenie bez powodu, podskakiwanie komu nie potrzeba, uprzykrzające patrzenie w oczy, irytowanie rodziny, przyjaciół, wrogów praz urzędników, pośrednie i bezpośrednie kłótnie w biurach rodzajów wszelkich w okresie PMS za darmo wykonam.

Walka

– Jak samopoczucie? – pyta taksówkarz w pewien sobotni wieczór.
– Niezłe. A pańskie? – odpowiadam sadowiąc się na tylnym siedzeniu.
– Już trzy kursy zrobiłem i nie chce mi się więcej. Dziś jest ważna walka. Wie pani, bokserska. Chyba zjadę ją obejrzeć.
– Kto walczy?
– Kliczko i Joshua. Ale Joshua jest młody i powinien wygrać. Kliczko niech idzie na emeryturę. Ma czterdzieści dwa lata i już mu wystarczy.
– Skoro pan tak mówi, trzymam za niego kciuki, bo ja też mam czterdzieści dwa lata. Niech sobie Kliczko zarobi, skoro jest na wylocie.
– No nie, zarobią przecież obaj. Ale wygrany dostanie więcej.
– Kurcze – zamyślam się – Ciężko mieć tyle pieniędzy. Trzeba mieć chyba żelazny charakter.
– Ja bym wiedział, co z nimi robić – taksówkarz rozmarza się – Zainwestowałbym przede wszystkim. Kupiłbym sobie kilka samochodów, takich kolekcjonerskich zabawek.
Milknie. A potem dopowiada znacznie ciszej:
– I pomógłbym mamie. Co miesiąc wypłacałbym jej emeryturę. Płaciłbym jej za sanatoria i za różne zabiegi. W końcu mama to mama. Mama jest tylko jedna. To najważniejsza kobieta w moim życiu.
Dojeżdżamy na miejsce. Płacę. Gdy ja wysiadam taksówkarz ustawia kolejny kurs.

Szafa

Vaderowi śniło się, że siedzi w puszce. Siedzenie w ciasnej puszce nie było miłe, więc się obudził. Tylko, że obudził się we wnętrzu puszki. Postanowił więc zasnąć. Zasnął i przyśnił mu się stół. Dobrze, pomyślał i się obudził. We wnętrzu puszki siedział on i stał stół. Zasnął więc i przyśniło mu się krzesło. Dobrze, pomyślał i się obudził. Ustawił krzesło przy stole i usiadł na nim. Gdy zasnął, przyśnił mu się bukiet kwiatów, które leżały na stole aż do chwili, w której Vaderowi przyśnił się wazon. Wstawił kwiaty do wazonu. Niebieskie chabry. W puszce zrobiło się przyjemnie. Przybyło łóżko z puchową pościelą, lampa, lampka nocna, książki i półki. Vader mógł nalać do wazonu wodę, bo w kuchni przyśnił mu się kran. Postawił na ogniu czerwony czajnik a potem wrzucił do pralki poplamioną herbatą koszulę. Dopiero, gdy we śnie pojawiła się lodówka i Vader zjadł śniadanie, przyśniła mu się szafa. Wstał, wyjął z szafy płaszcz i wyszedł.

« Starsze wpisy

© 2017 Ewa Jałochowska

Theme by Anders NorenUp ↑

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial